--------------------

____________________

 

 

 



Mauritius - Rajskie wakacje - Tarisa Resort & Spa - RT

71 posts / 0 nowych
Ostatni wpis
Strony
Nel
Obrazek użytkownika Nel
Offline
Ostatnio: 3 godziny 28 minut temu
admin
Rejestracja: 04 wrz 2013

O widzisz, to o tym torze nic nnie wiedziałam, że to taka ciekawa historia i wciąż żywa ..

No trip no life

Dana_N
Obrazek użytkownika Dana_N
Offline
Ostatnio: 5 godzin 47 minut temu
Rejestracja: 07 paź 2013

Bazar w Port Louis jest kolorowy i pachnący. Nie byłyśmy tam, gdzie sprzedają mięso i ryby  Blum 3 )

Owoce i warzywa w większości znane, ładnie poukładane w kolorowe sterty., ale były też takie, których nie rozpoznałam.

Nie wiem co to jest, kiedy zapytałam czy fasolka, powiedzieli, że nie.

A to??? Czy to owoc luffa?

Tego warzywa też nie znam, ale znalazłam informacje, ze to jest kolokazja jadalna. Znacie?

A tu świeża kurkuma. W Anglii dostępna tylko w postaci proszku.

Można też tam kupić gotowe przetwory

Podpatrzyłam sposób, w jaki obierają granaty. Podoba mi się. Kiedy ja obieram granaty, moja kuchnia zwykle wygląda jak po dokonaniu zbrodni Blum 3

Ogórki na Mauritiusie wygladają tak. Nigdzie nie widziałam "naszych" zielonych.

Dużo jest na bazarze miejsc, gdzie można kupić przyprawy. I takie na wagę, do własnego użytku, i zestawy prezentowe w niewielkich paczkach. Nigdzie później nie widziałyśmy już takiego wyboru i tak dobrych cen.

Liczi w tym sezonie wyjątkowo obrodziło, chociaż  w wielu miejscach problemem są nietoperze, które niszczą uprawy. Chociaż wcale nie lubią tych owoców, wciąż się próbują przekonać, czy na pewno i  nadgryzają owoce zostawiając je na drzewie.

W wielu miejscach można zobaczy zarzucone na drzewa siatki, które mają chronić owoce  przed nietoperzami.

Nikt z bazaru głodny nie wyjdzie, jedzenia jest pod dostatkiem. Śmiałyśmy się z Agnieszką, że tam same trucizny sprzedają. Po angielsku poison, to trucizna, po francusku poisson, to ryba Biggrin

Mówiłam wielokrotnie, że nie jestem ekspertem od jedzenia, rzadko próbuję egzotyczne potrawy, ale na Mauritiusie spróbowałam czegoś, co jest charakterystyczne dla wyspy.

Jest to  alouda pillay, napój na bazie mleka, smakuje waniliowo, pływają w nim drobne kawałki kolorowych galaretek i sama nie wiem co jeszcze. Jest zimny, orzeźwiający i pyszny. Bazar w Port Louis był jedynym miejscem, gdzie go widziałyśmy, chociaż podobno można go kupić nawet w supermarketach, no ale tam, to już taki produkowany na masową skalę.

Na bazarze było kilka miejsc gdzie sprzedawano aloude...ale przy jednym tylko stała długa kolejka.

ssstu-6
Obrazek użytkownika ssstu-6
Offline
Ostatnio: 2 godziny 2 minuty temu
Rejestracja: 31 maj 2016

...bazarek HIT !!!

a jak sie mają ceny "do naszych" !???

...pytam bo,nie chce mi sie sprawdzać w necie ; )))

...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav

Dana_N
Obrazek użytkownika Dana_N
Offline
Ostatnio: 5 godzin 47 minut temu
Rejestracja: 07 paź 2013

ssstu-6 :

...bazarek HIT !!!

a jak sie mają ceny "do naszych" !???

...pytam bo,nie chce mi sie sprawdzać w necie ; )))

Nie mam zbyt bogatej wiedzy na ten temat, bo byłam raczej "oglądaczem" niż "kupowaczem"  Biggrin ale ogólne wrażenie miałam takie, że ceny tam są podobne, lub trochę wyższe niż u nas.

Dana_N
Obrazek użytkownika Dana_N
Offline
Ostatnio: 5 godzin 47 minut temu
Rejestracja: 07 paź 2013

1833 roku Wielka Brytania, pod której rządami znajdował się wówczs Mauritius, uchwaliła zniesienie niewolnictwa w Imperium Brytyjskim. To dość wczesnie, w porównaniu na przykład do USA, które to zrobiły dopiero w wyniku wojny secesyjnej, dobre 30 lat później.

Wielu niewolników korzystając z wolności opuściło dotychczasowe miejsca pracy, więc plantacje trzciny cukrowej pozostały bez siły roboczej.

Rząd Wielkiej Brytanii postanowił  wówczas wprowadzić w życie projekt zwany "wielki eksperyment" i  zacząć "importować" robotników z Indii, Chin, Mozambiku, czy południowo-wschodniej Azji. W 1849 roku wybudowano w Port Louis przystań dla imigrantów, gdzie po przybyciu dostawali dokumenty i kontrakty na pracę. Było to Aapravasi Ghat, dzisiaj zabytek wpisany na listę UNESCO jako symbol tożsamości Mauritiusa. W sumie na Mauritius przybyło w latach 1834 - 1920 około 500 000 robotników kontraktowych, a około 70% dzisiejszej ludności Mauritiusa, to ich potomkowie. Stąd się bierze ta wielokulturowość z jakiej słynie wyspa.

Podróż z Indii statkiem na Mauritius trwała wówczas 5-8 tygodni

Z oryginalnych budynków zostało niewiele, tylko 15%. Poniżej fragment murów szpitala.

Piea
Obrazek użytkownika Piea
Offline
Ostatnio: 1 tydzień 5 dni temu
Rejestracja: 19 wrz 2017

Danusiu i ja Cię tu podczytuję..... i oglądam te rajskie widoczki i ciekawostki! 

(he he, ja mam podobnie z obieraniem granata Girl crazy , zdradzisz ten sposób, żeby było mniej "krwiście"? Biggrin

piekna wyspa....ech.... a miałam tam być na przełomie XI/ XII 2016! juz nawet kliknęłam wtedy rezerwację (pamietam, bo kosztowało wtedy grosiki w laście) nie pojechałam, bo nie miałam  nikogo chętnego  Sad i mimo, ze ja "plazowo-rajska" nie jestem, to akurat na tą wyspę- z chęcią bym się wybrała, bo miałabym tam duzo do oglądania poza plażami! serdecznie Zazdraszczam! 

Piea

Dana_N
Obrazek użytkownika Dana_N
Offline
Ostatnio: 5 godzin 47 minut temu
Rejestracja: 07 paź 2013

Witaj Piea, zawsze miło Cię widzieć Smile

Kiedy Brytyjczycy przejęli wyspę od Francuzów system pocztowy pozostawiał wiele do życzenia. Można było wysłać list za granicę, ale poczta śródlądowa praktycznie nie istniała. Lokalna gazeta „Le Cernéen” zaczęła wywierać presję na władzę, aby zaradziła tej niedogodności. W 1834 r. ogłoszono, że eksperymentalne usługi pocztowe będą świadczone co sobotę. Kurierzy pocztowi jechali ze stolicy w Port Louis do Mahebourga. Wracali w poniedziałek. Zainteresowanie mieszkańców usługą było jednak tak duże, że liczbę kursów zwiększono do trzech w tygodniu.

Anglik Rowland Hill zaproponował rewolucyjną zmianę w systemie opłat pocztowych, której efektem był znaczek pocztowy wydany po raz pierwszy w 1840 r. Wcześniej dostarczano korespondencję do adresata, który był zobligowany uiścić opłatę. Często jednak odmawiano jej przyjęcia i wracała do nadawcy. Ten powinien już zapłacić podwójną stawkę, ale i tu unikano płatności. Hill zasugerował wprowadzenie znaczków, które były dowodem opłaty i automatycznie przenosiły ciężar kosztów na nadawcę. Znaczki pojawiły się najpierw w Wielkiej Brytanii, potem w Brazylii, Szwajcarii i USA. Następnie przyszła kolej na Mauritius.

W 1846 r. zarządzono, że będą funkcjonowały dwa nominały znaczków: 1 pens dla korespondencji miejskiej oraz 2 pensy dla listów wysyłanych do innych miejscowości na wyspie. W dniu 21 września 1847 r. wydano w Port Louis dwa znaczki pocztowe: 1 pens pomarańczowo-czerwony i 2 pensy granatowy. Każdy nominał miał nakład 500 egzemplarzy. Znaczki wydrukowano dość prymitywnie metodą wklęsłodruku. Ich twórcą był grawer i miniaturzysta Joseph Osmond Barnard (1816-1865), który trafił na wyspę w 1838 r. jako pasażer „na gapę” jednego ze statków. Na każdym ze znaczków umieścił napis „Post Office”, który przy kolejnych emisjach zmieniono na „Post Paid”. Dziś uważa się zgodnie, że z tej pierwszej emisji przetrwało 15 znaczków jednopensowych oraz dwanaście znaczków dwupensowych. Ta znikoma ilość oraz legenda, która powstała wokół zmiany napisów spowodowały, że pierwsze znaczki z Mauritiusa stały się numizmatyczną sensacją i obiektem pożądania każdego kolekcjonera. Znaczną część znaczków wydanych w 1847 r. wykorzystała żona gubernatora Mauritiusa - Lady Gomm, rozsyłając zaproszenia na bal, który wydała 30 września tego roku. Na pewien czas słuch o nich zaginął. Ich twórca zmarł w 1865 r. w swej posiadłości na Mauritiusie, zwanej „Astrea” (na cześć greckiej bogini sprawiedliwości), którą nabył dwa lata wcześniej.

W drugiej połowie i pod koniec XIX w., jak to zazwyczaj bywa podczas porządkowania starych papierów, zaczęto w różnych miejscach odkrywać nieliczne egzemplarze tej wyjątkowej emisji. To wzbudziło zrozumiałe zainteresowanie  kolekcjonerów. „Mauritiusy” zaczęły osiągać zawrotne ceny na licytacjach. Dla przykładu w 1904 r. król Jerzy V zapłacił blisko tysiąc pięćset funtów za granatową dwupensówkę.

Na pocz. XXI w. szacunkową wartość niebieskiego Mauritiusa określano na ok. 2 mln funtów. Dziś zachowane znaczki z 1847 r. przechowywane są w prywatnych kolekcjach i stanowią wyjątkową ozdobę kilku muzeów. I tak, oprócz wspomnianych brytyjskich zbiorów królewskich, można je oglądać w Szwedzkim Muzeum Pocztowym w Sztokholmie, Muzeum Komunikacji w Hadze, w Muzeum Poczty i Komunikacji w Berlinie oraz w Bibliotece Brytyjskiej w Londynie, gdzie znajduje się oryginalna koperta zaproszenia na bal, wysłana przez żonę gubernatora Mauritiusa.

"Blue Penny Museum" w Port Louis zostało otwarte w 2001 roku. Przechowywane tam egzemplarze obu znaczków z 1847 r. zostały zakupione przez konsorcjum firm handlowych na aukcji w Szwajcarii w 1993 r. za kwotę ponad 2 mln dolarów. Wcześniej znajdowały się w słynnych zbiorach japońskiego biznesmena i filatelisty - Hiroyuki Kanai, który oprócz nieużywanych „Mauritiusów” posiadał także koperty z naklejonymi egzemplarzami. Jedna z nich, zaadresowana do firmy Ducau & Lurguie w Bordeaux, została sprzedana na aukcji w Zurichu w 1993 r. za 5 mln 750 tys franków szwajcarskich (ok. 4 mln dolarów USA). „Mauritiusy” przyprawiają o zawrót głowy nie tylko ich rynkową ceną. Tajemniczości i pikanterii dodaje też legenda, która w ciągu lat narosła wokół napisu „Post Office”. Ich twórca miał być m.in. zegarmistrzem, w podeszłym wieku i do tego roztargnionym. W chwili wyemitowania znaczków Barnard miał trzydzieści jeden lat, trudno więc dziś dać wiarę tym sensacjom sprzed lat. Użycie słów „Post Office” wedle wszelkiego prawdopodobieństwa było zamierzone i zatwierdzone, gdyż taka była oficjalna nazwa urzędu.

W muzeum znajdu ją się również inne eksponaty związane z filatelistyką i rozwojem poczty, różne mapy i przyrządy nawigacyjne, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że muzeum powstało dla dwóch znaczków.

Ze względu na wymogi konserwacyjne znaczki można oglądać tylko przez 10 minut na każde pół godziny.

Nel
Obrazek użytkownika Nel
Offline
Ostatnio: 3 godziny 28 minut temu
admin
Rejestracja: 04 wrz 2013

Ciekawa historia . Stare mapy też mogą być ciekawe .Widze też małe modele żaglowców, pewnie też związane jakos z historią wyspy ?

No trip no life

Dana_N
Obrazek użytkownika Dana_N
Offline
Ostatnio: 5 godzin 47 minut temu
Rejestracja: 07 paź 2013

Nel :

Ciekawa historia . Stare mapy też mogą być ciekawe .Widze też małe modele żaglowców, pewnie też związane jakos z historią wyspy ?

Tak, w muzeum jest pokazana historia poczty, więc również środki transportu jakimi przewożono przesyłki. Niestety nie wolno tam robić zdjęć Sad

Dana_N
Obrazek użytkownika Dana_N
Offline
Ostatnio: 5 godzin 47 minut temu
Rejestracja: 07 paź 2013

Port Louis nie różni się niczym od wielkich miast, jakie widziałam wcześniej.. Nie ma już znaczenia czy to Europa, czy Afryka, czy inna część świata.

Le Caudan Waterfront jest  luksusową dzielnicą handlowo-rozrywkową, pełną sklepów, restauracji, kin, galerii sztuki i hoteli.

Ten budynek, składający się z 16 silosów należy do firmy Les Moulins de la Concorde, która zajmuje sie produkcją, dystrybucją i sprzedażą mąki pszennej na Mauritiusie, produkuje również pieczywo i wyroby cukiernicze, które są eksportowane do Komorów, Seszeli, Reunionu i Madagaskaru.

Strony

Wyszukaj w trip4cheap