szczegóły www.konkurs.itaka.pl

 


  

 


Costa Magica-Gwadelupa, Tobago, Grenada ,Barbados, St.Lucia, Martynika, Aruba, Curacao, Bonaire

72 wpisów / 0 nowych
Ostatni wpis
Strony
_Huragan_
Obrazek użytkownika _Huragan_
Online
Ostatnio: 1 godzina 24 minuty temu
Rejestracja: 13 cze 2015

Las deszczowy na fotkach piekny,ale pewnie przy tej wilgotnosci tam zwiedzanie to wyzwanie.

A figury z lodu tworzone przez kucharzy to prawdziwa sztuka.To bardziej artysci niz kucharze

https://marzycielskapoczta.pl/

Napisz pocztowke ze swoich podrozy do chorych dzieci

greg2014
Obrazek użytkownika greg2014
Offline
Ostatnio: 2 godziny 30 minut temu
Rejestracja: 29 lip 2017

Jak dla mnie wizyta w lesie deszczowym to rewelacyjne doświadczenie. Generalnie wchodząc tam musisz być przygotowany, że wyjdziesz przemoczony i zabłocony:-) Mi inaczej w każdym razie się nie udało-może poza Martyniką, gdzie wycofałem się na czas:-) Ale największym wyzwaniem w lesie jest moment kiedy wszystko zaczyna parować (tuż po tym jak przestanie padać) - można to porównać z takim uczuciem jak w saunie parowej (momentalnie jesteś spocony) z tą różnicą, że z sauny łatwiej wyjść niż z lasu deszczowego:-)

Co do figur to goście są naprawdę nieźli. Widziałem to któryś raz ale za każdym razem fajnie się to ogląda. Zresztą dotyczy to nie tylko figur z lodu ale również z owoców (tak figur jak również różnych kompozycji owocowych).

greg2014
Obrazek użytkownika greg2014
Offline
Ostatnio: 2 godziny 30 minut temu
Rejestracja: 29 lip 2017

W ramach przerwy od relacjonowania tego co można zobaczyć w poszczególnych portach kilka słów o statkowym wieczornym życiu:-)

W trakcie rejsu na Costa Magica odbyła się wersja popularnego show "Voice of the …" – tym razem w wersji "Voice of the Sea".

Casting wśród pasażerów był prowadzony podczas kilku wieczornych konkursów karaoke. Trzeba przyznać, że zgłosiło się naprawdę sporo chętnych prezentujących bardzo różny poziom. Eliminacje odbywały się w jednym z barów i cieszyły bardzo dużym powodzeniem.

Do samego finału zostało "zakwalifikowanych" ośmiu uczestników. Odbywał się on w teatrze, w którym zostały zajęte dosłownie wszystkie miejsca. Tego rodzaju show można zobaczyć zawsze tylko o jednej godzinie – trudno sobie wyobrazić jego powtarzanie jak ma to miejsce co wieczór ze standardowymi przedstawieniami:-)

Nawet gdyby strona artystyczna była kiepska (a na szczęście nie była), przyznać muszę, że show został przygotowany naprawdę świetnie – zarówno od strony organizacyjnej jak i technicznej:

Występującym na żywo w teatrze akompaniował jeden ze statkowych bandów, na co dzień występujący w Grand Barze:

Szefami drużyn i jednocześnie jury byli kapitan, dyrektor hotelu oraz główna solistka występująca w teatrze.

Ostateczna decyzja należała do pasażerów statku, przy czym ze względów technicznych możliwość głosowania mieli wyłącznie ci, którzy zajęli miejsca na najniższym poziomie teatru.

Tym razem zwycięzcą została pasażerka z Francji, która rewelacyjnie wykonała jeden z przebojów Edith Pfiaf.

Oczywiście zaraz po show pojawiły się głosy, że wynik jest skutkiem tego, że na statku jest najwięcej Francuzów, którzy głosowali na "swoją"…jak widać spiskowe teorie są obecne pod każdą szerokością geograficzną Smile

Widziałem już kilka razy to show na statkach Costy ale muszę powiedzieć, że tym razem strona techniczna i organizacyjna zostały dopracowane do perfekcji a w połączeniu z niezłym poziomem występujących, efekt końcowy był naprawdę świetny.

A tymczasem na horyzoncie już widać Barbados, gdzie wybrałem się m.in. na zwiedzanie olbrzymiej jaskini Harrisona:-)

C.D.N.

Nelcia
Obrazek użytkownika Nelcia
Online
Ostatnio: 42 minuty 11 sekund temu
admin
Rejestracja: 04 wrz 2013

Ciekawy pomysl z show angażującym na tak duża skalę wycieczkowiczów. Czy bral udział jakkiś nasz ziomek ?

No trip no life

greg2014
Obrazek użytkownika greg2014
Offline
Ostatnio: 2 godziny 30 minut temu
Rejestracja: 29 lip 2017

Show było zrobione na tyle dobrze, że można się było poczuć jak w studiu telewizyjnym. Od strony realizacyjnej moim zdaniem trudno coś było zarzucić.

Co do naszych ziomków to w finale nie było żadnego. Nie wiem jak w eliminacjach bo byłem tylko na jednych a były chyba organizowane w 3 lub 4 wieczory-wtedy, kiedy byłem nikogo z "naszych" nie było. Na tych, na których byłem, przesłuchiwanych było ok. 15 osób więc można szacować, że w sumie w całej zabawie mogło brać udział 50-60 chętnych (oczywiście oprócz widowni, która też się świetnie bawiła). Poziom był bardzo zróżnicowany ale niektórzy autentycznie mieli talent:-)

wiktor
Obrazek użytkownika wiktor
Offline
Ostatnio: 1 dzień 5 godzin temu
Rejestracja: 03 mar 2016

Grenada wspaniała. Super świetny las deszczowy miasto też łajnie położone.

Ciekawe że na banknocie widnieje  Królowa Brytyjska 

greg2014
Obrazek użytkownika greg2014
Offline
Ostatnio: 2 godziny 30 minut temu
Rejestracja: 29 lip 2017

Las deszczowy w realu jest czymś nieprawdopodobnym - polecam każdemu przy okazji wizyty w tym rejonie.

A co do królowej to dolar wschodniokaraibski jest walutą w kilku wyspiarskich krajach (m.in. Grenadzie), które w przeszłości były koloniami brytyjskimi a obecnie wchodzą w skład Brytyjskiej Wspólnoty Narodów - stąd zapewne królowa, która formalnie włada tymi wyspami-państwami.

greg2014
Obrazek użytkownika greg2014
Offline
Ostatnio: 2 godziny 30 minut temu
Rejestracja: 29 lip 2017

Do Barbadosu dotarliśmy z samego rana. Statek wpłynął do portu jeszcze przed 8 i praktycznie od razu można było wyruszyć w trasę.

A to pierwszy rzut oka na Barbados ze statku:

Już poprzedniego dnia w gazetce pokładowej było ostrzeżenie, że po terenie portu nie można poruszać się w strojach posiadających nadruki militarne – w szczególności prezentujące broń. Jak przekonałem się na własnej skórze, przepis ten (pomijam jego sensowność) jest bardzo szeroko interpretowany przez lokalnych strażników i moje spodenki moro zostały również uznane za "military printing" w związku z czym sprzed samego terminala zostałem zawrócony z powrotem na statek. Nie byłby to może wielki problem, gdyby nie to, że z tego powodu straciłem kluczowe 10 minut…

Moim pierwszym celem na Barbados była wizyta w jaskini Harrisona czyli Harrison Cave. Jest ona położona w odległości ok. 20 km od Bridgetown, gdzie zatrzymał się statek. Komunikacja publiczna na Barbados jest w miarę sensownie zorganizowana – niestety dla mnie okazała się również zbyt punktualna:-). Gdy dotarłem na dworzec autobusowy Princess Alice, okazało się, że mój autobus odjechał dosłownie kilka minut wcześniej czyli dokładnie tak jak miał odjechać wg rozkładu jazdy, który wcześniej znalazłem w internecie.

Sam dworzec autobusowy wygląda następująco:

Na Barbadosie kursują niebieskie autobusy komunikacji publicznej:

…oraz żółte mikrobusy należące do prywatnych przewoźników:

Na rozkład jazdy na dworcu ani na przystankach nie ma co liczyć. Ja bazowałem na rozkładzie niebieskich autobusów, który znalazłem w sieci.

Zresztą na samym dworcu okazało się, że nikt nie potrafi odpowiedzieć, kiedy przyjedzie najbliższy autobus w interesującym mnie kierunku – ani informacja, ani inni oczekujący na peronach. Jedyne czego się dowiedziałem, to na którym peronie mam czekać:-) Co ciekawe autobus przyjechał punktualnie – tzn. zgodnie z internetowym rozkładem jazdy…

I wtedy zaczęło się pierwsze spotkanie z lokalnymi klimatami. Okazało się, że w tym dniu nie wyruszyły w trasę jakieś autobusy szkolne, a w takiej sytuacji dzieci i młodzież w mundurkach szkolnych mają pierwszeństwo w komunikacji publicznej przed innymi pasażerami. W praktyce wyglądało to tak, że konduktorka autobusu próbowała sortować pasażerów i wpuszczać najpierw tych uprzywilejowanych. Nie wiem dlaczego, ale przeszedłem selekcję pozytywnie – być może dlatego, że byłem jedynym białym na peronie…:-) Dodam tylko, że do autobusu wsiadła co najwyżej połowa oczekujących…

Jeśli chodzi o bilety i płatność w autobusie to sprawa jest bardzo prosta: wsiadając do specjalnej skrzynki-skarbonki obok kierowcy wsuwa się odliczoną kwotę (mogą być dolary amerykańskie-w takim przypadku trzeba wsunąć 1 USD/osobę), a kierowca wydaje bilet.

Pomimo, że od jaskini Harrisona dzieliło mnie zaledwie ok. 20 km, pokonanie tej trasy zajęło autobusowi prawie godzinę. Przyczyna była prozaiczna – na każdym przystanku po drodze nie bardzo ktokolwiek miał ochotę wysiadać a za to wsiąść do autobusu chciało sporo osób. Co ciekawe – pomimo tego, że w Bridgetown na peronie zostało naprawdę sporo osób a autobus wydawał się maksymalnie zapełniony, jakimś cudem po drodze do autobusu "dopakowało" się jeszcze przynajmniej ze 20 pasażerów…

Przy pomocy nawigacji i pasażerów wiedziałem z grubsza gdzie należy wysiąść. Poinstruowali mnie nawet jak dotrzeć do jaskini (nie leży przy głównej drodze). Miłe Smile

Gdy już wysiadłem, spotkało mnie ciekawe zderzenie cywilizacyjne– z jednej strony równa ulica z chodnikiem i lampami ulicznymi a z drugiej sąsiadujące z nią pola na których dosłownie brykają prosiaki, kozy czy osły… Miasto i wieś w jednym:-)

W oddali można było zobaczyć również dostojnie pasące się krowy:-)

Po drodze minąłem kilkanaście malutkich drewnianych domków:

Swoją drogą wyglądały one na dość liche jeśli chodzi o konstrukcję. Ciekawe bo to już kolejne miejsce, gdzie pomimo powszechnej świadomości corocznych huraganów buduje się głównie w ten sposób….

W końcu dotarłem do Harrison Cave:

Budynek wejściowy jak na jaskinię wygląda dość dziwnie:

Po zakupie biletu (60 dolarów barbadoskich czyli ok. 30 USD) przeszedłem dalej do bardzo widowiskowej windy (podobne zresztą mamy na statku w atrium :-)). Jak się okazało można nią zjechać na właściwy poziom, z którego wchodzi się do jaskini. Z góry roztaczał się widok na główne budynki kompleksu:

A tak wyglądają windy z dołu:

Zwiedzania Harrison Cave jest możliwe wyłącznie w grupach z przewodnikiem. Na zakupionym bilecie jest oznaczony numer grupy, do której jesteśmy przypisani. Będąc już na dole musimy poczekać na swoją kolej (w moim przypadku zajęło to ok. 20 minut) – poszczególne grupy wywoływane są wg numerów przez głośniki oraz pracowników krążących po całym terenie.

W międzyczasie można rozejrzeć się po okolicy. Sąsiedztwo jaskimi to przede wszystkim kompleks sklepów i punktów usługowych mających na celu zaspokoić turystów oraz mini-ogród botaniczny:

Można również przyjrzeć się z bliska typowej dla lasu deszczowego roślinności a także okolicznym skałom (na tym poziomie jest się niejako w swojego rodzaju "dziurze" otoczonej skałami):

W tym miejscu należy dodać, że Barbados w odróżnieniu od wszystkich pozostałych wysp na Karaibach nie ma pochodzenia wulkanicznego a koralowe czyli wapienne. Wyspa została wypiętrzona na skutek ścierania się dwóch płyt tektonicznych, a jej podstawę stanowią sprasowane osady organiczne pochodzenia koralowego, które ukształtowały skały wapienne.

Jaskinia jest naprawdę bardzo rozległa. Zwiedza się ją w wagonikach elektrycznego "tramwaju" z przewodnikiem, który po drodze omawia trasę i mijane atrakcje a także stara się zapanować nad grupą:

Po drodze zatrzymywaliśmy się w kilku miejscach, gdzie można było wysiąść z wagoniku oraz zrobić zdjęcia. Zazwyczaj były tam omawiane szczegółowo jakieś formacje skalne.

Jeśli chodzi o mnie to jedyne z czym jestem w stanie porównać ten obiekt (jeśli chodzi o rozmiary bo charakter skał jest zupełnie inny) to jest nim kopalnia soli w Wieliczce – z tą różnicą, że na Barbadosie trasę pokonuje się w zdecydowanej większości w wagoniku wspomnianej kolejki.

Nasz tramwaj powoli zjeżdżał coraz niżej (trzeba przyznać, że sam zjazd i wyjazd są już swojego rodzaju atrakcją):

Ale największe wrażenie robią nieprawdopodobne formacje jakie można zobaczyć na miejscu – nie tylko obejmujące stalaktyty i stalagmity ale także różnego rodzaju sale, jeziora, strumyki czy wodospady – formowały się one setki tysięcy lat. Poniższe zdjęcia prezentują wybrane (co nie znaczy, że najciekawsze) fragmenty wycieczki:

Uczciwie przy tym muszę przyznać, że większość zdjęć była wykonywana w ruchu (gdy jechaliśmy) oraz w kiepskich warunkach oświetlenia – w związku z tym ok. 90% z nich zupełnie nie wyszło. Piszę o tym tylko dlatego, aby powiedzieć, że to co prezentuję w niniejszej relacji to tylko marna namiastka tego, co można zobaczyć na własne oczy. Miejsce jest po prostu niesamowite.

Jaskinia składa się z dziesiątek połączonych ze sobą sal i korytarzy – z licznymi odnogami, stanowiąc niesamowity labirynt.

Tak wygląda największa sala jaskini z dołu:

…a dokładnie tak wygląda ta sama sala z góry:

W Harrison Cave jest ciepło (temperatura jest w zasadzie taka jak na zewnątrz) i bardzo mokro – ma się wręcz wrażenie, że ciągle pada deszcz. Można w niej również zobaczyć dziesiątki różnego rodzaju strumyczków i strumieni:

W jaskini można również zobaczyć kilka podziemnych jezior:

…a także mały …

…i duży wodospad:

Tak jak wspomniałem, kilka razy po drodze odbywają się "przerwy" w trasie połączone z możliwością wykonania fotek:

Cała wycieczka po Harrison Cave zajmuje nieco ponad godzinę ale gdyby chcieć tę samą trasę obejść pieszo (taka możliwość jest dostępna raz w tygodniu) zajęłoby to pewnie ze 3-4 godziny. Jeśli dodam czas na kupno biletów, zjazd windą oraz oczekiwanie na wejście do jaskiń trzeba się liczyć, że potrzebujemy na miejscu co najmniej dwie godziny.

Przy wyjściu z jaskini oczekiwały na nas płochliwe małpki:

Po opuszczeniu budynków jaskiń udałem się na lokalny przystanek autobusowy – jest on oznaczony na tyle charakterystycznie, że nie sposób byłoby go pominąć:

Pojawił się dobry znak – na przystanek zaczęli docierać lokalni mieszkańcy, co zwiastowało dobrze jeśli chodzi o przyjazd autobusu:-) Zresztą żółty autobus przyjechał faktycznie w ciągu kilku minut. Wracał on do Bridgetown w dużej części inną trasą – ale najważniejsze, że dotarł do celu:-)

Tym razem wysiadłem po drodze – w centrum miasta, aby skorzystać z okazji i zobaczyć coś więcej.

Wzdłuż nabrzeża w stolicy Barbados biegnie szeroka promenada powszechnie wykorzystywana jako ścieżka piesza i rowerowa. Cumują przy nich również dziesiątki jachtów motorowych należących do bogatych operatorów.

Barbados jest bardzo brytyjskie. W centrum można zobaczyć pomnik admirała Nelsona:

oraz bardzo reprezentacyjny budynek parlamentu:

Przez zatokę w centrum miasta przerzucony jest zabytkowy most, którego zwieńczenie stanowi monumentalna brama:

…za którą rozciąga się plaża:

Same uliczki w centrum są bardzo wąskie i pełne życia:

Ja niestety powoli musiałem wracać na statek. W terminalu zwracała uwagę trochę irracjonalna jak dla mnie dekoracja świąteczna: choinka w tropikalnym klimacie wygląda co najmniej dziwnie:

Tymczasem na statku trwały przygotowania do imprezy karaibskiej na pokładzie basenowym:

Samej imprezie jak zwykle towarzyszyła masa rekwizytów, np. model statku:

…oraz figury lodowe z ostatnich tygodni (muszą je trzymać w jakiś zamrażarkach) a także liczne kompozycje z owoców i warzyw:

Sama impreza zaczęła się ok. 22 i trwała w sumie do 1 w nocy:

…po czym została przeniesiona na jeden z niższych pokładów.

A my powoli zbliżamy się do kolejnej wyspy czyli St.Lucii:-)

C.D.N.

_Huragan_
Obrazek użytkownika _Huragan_
Online
Ostatnio: 1 godzina 24 minuty temu
Rejestracja: 13 cze 2015

Jaskinia super ciekawa

A odnosnie show to jak plynalem w 2014 Costa to tez cos takiego zrobili.Poziom wykonawcow byl tez bardzo rozny-od wyglupiajacych sie nastolatkow z glosem katastrofalnym po osoby,ktore naprawde cos potrafily.U mnie wygral jakis Rusek,ktory na saksofonie zagral "My way" Franka Sinatry-byl super musze przyznac.

https://marzycielskapoczta.pl/

Napisz pocztowke ze swoich podrozy do chorych dzieci

Nelcia
Obrazek użytkownika Nelcia
Online
Ostatnio: 42 minuty 11 sekund temu
admin
Rejestracja: 04 wrz 2013

Nie dotarłam do tej jaskinii , którą ty zwiedziłeś..a wiesz,ze w Bridgetown urodziła się Rihanna ?już ciekawa jestem czy dalo ci się zobaczyć Pitonki na St Lucii..

Na moim rejsie Costą nie było takiego festiwalu.ale ja byłam jeszcze wcześniej niż Huragan ,pewnie wtedy jeszcze nie było takiego pomyslu..

No trip no life

Strony

Wyszukaj w trip4cheap