Powsinoga w Słowenii

55 posts / 0 nowych
Ostatni wpis
Strony
joasiamac
Obrazek użytkownika joasiamac
Offline
Ostatnio: 4 miesiące 5 dni temu
Rejestracja: 24 wrz 2015

Asia-A jaskinia nas oczarowała. I sposób jej zwiedzania, powolny i kameralny, również. W Słowenii chyba nie można się nudzić Biggrin

Przy naszym kempingu w Lublanie był, nazwijmy to, park wodny. Ciężko to może nazwać aquaparkiem, ale ponoć jest to popularne miejsce odpoczynku i wodnych zabaw wśród mieszkańców słoweńskiej stolicy. Faktycznie, codziennie parking był pełny od rana do późnych godzin wieczornych. Nie mieliśmy tam wstępu darmowego, ale zniżkowy (w związku z zamieszkiwaniem na kempingu). Po tygodniu zwiedzania Słowenii, jeden dzień (a był to poniedziałek drugiego tygodnia zwiedzania) przeznaczyliśmy na wodne zabawy. Poza basenami, na miejscu był plac zabaw i jakieś jeszcze atrakcje, typu olbrzymie szachy... i coś jeszcze. Nawet do końca nie wiem co, bo nasi przepadli na basenach. Gdy żadne z nas nie mogło z nimi wejść do basenu, korzystali z brodzika. Był jeden, dość mały.

A tak to korzystaliśmy z większych basenów.

Większych wcale nie oznaczało, że głębszych. Bo i swoje bardzo płytkie części miały, ku wielkiej radości panny raczkującej Wink

joasiamac
Obrazek użytkownika joasiamac
Offline
Ostatnio: 4 miesiące 5 dni temu
Rejestracja: 24 wrz 2015

Przed nami jeszcze dwa dni zwiedzania Słowenii zanim zapakujemy nasz majdan do samochodu i udamy się na południe.

Kolejnego dnia postanawiamy zwiedzić dwa miejsca, ale czas spędzamy w pełni na łonie natury. Najpierw udajemy się w miejsce, które nawet ciężko było jakkolwiek określić. Szukamy Iski Vintgar, czyli doliny rzeki Iska.

Znajdujemy miejsce parkingowe koło rzeki, dalej ruszamy pieszo. W las, teren nierówny, idziemy odważnie z wózkiem. Będzie ciekawie, będzie pięknie, momentami prawie ekstremalnie Wink

Idziemy wzdłuż rzeki. Droga momentami od niej odbija, momentami do niej dochodzi. Jest tablica informacyjna. Jesteśmy w dobrym miejscu, tu chcieliśmy być. Jest dobrze.

Czasem przejścia są węższe...

Czasem szersze...

Czasem wózek trzeba przenieść, bo kamienie, korzenie, płynąca woda lub potworne błoto...

Ale warto iść dalej, warto się nie zrażać.

Czasem woda jest głęboko pod nami.

Przez większość czasu tuż obok nas...

Aż docieramy do miejsca, gdzie na kamieniach siedzi kilkanaście osób, dzieci bawią się w wodzie, a droga się urywa. Można podejść stromą wąską ścieżką w górę, ale ostatecznie i tak schodzi się do wody. By kontynuować spacer, trzeba iść rzeką. Przystajemy. Dzieci bawią się w wodzie. Odpoczywamy. Korzystamy z pięknej pogody, ciszy (mimo towarzystwa), cudownych okoliczności przyrody.

Postanawiamy wracać. Zajedziemy jeszcze w jedno miejsce, które ponoć jest niedaleko. Faktycznie, długo jechać nie musimy. Za to będziemy szukać... źródeł rzeki Ljubljanicy.

Łatwo nie jest. Widać, że tu normalnie płynie woda, ale dziś jest sucho...

Jest mostek, wody brak...

W końcu trafiamy i na wodę, która pojawia się... ot tak. Najpierw jest jej mało, a potem coraz więcej...

Ja, człowiek znad morza, oglądający ujścia rzek, w końcu miałam okazję zobaczyć źródło jakiejkolwiek.

I choć piękna tego miejsca, a tym bardziej samego zjawiska, nie uda mi się oddać na zdjęciach, to warto było tam pojechać.

Żeluś
Obrazek użytkownika Żeluś
Offline
Ostatnio: 3 godziny 54 minuty temu
Rejestracja: 25 kwi 2016

Piekne te ostatnie miejsca....aż by się chciało teraz tam odpocząć po dłuższej wędrówce ))

Nel
Obrazek użytkownika Nel
Offline
Ostatnio: 4 godziny 15 minut temu
admin
Rejestracja: 04 wrz 2013

Joasia, piękne górskie widoczki Yahoo kolor wody zjawiskowy .

No trip no life

joasiamac
Obrazek użytkownika joasiamac
Offline
Ostatnio: 4 miesiące 5 dni temu
Rejestracja: 24 wrz 2015

Żeluś - sama bym tam teraz chętnie wróciła. Właśnie mnie zimny deszcz zmoczył, a do tego wiatr przewiał... ech, to ciepełko... Nelcia - Słowenia nas oczarowała właśnie widokami. Ale i miasteczka niektóre były urocze. Jak np. to ostatnie, które odwiedziliśmy, a które postaram się opisać.

alamed
Obrazek użytkownika alamed
Offline
Ostatnio: 2 dni 13 godzin temu
Rejestracja: 11 kwi 2017

Czytam i podziwiam, trochę wspminam Yes

 

Przyszłość to marzenia, przeszłośc to wspomnienia

joasiamac
Obrazek użytkownika joasiamac
Offline
Ostatnio: 4 miesiące 5 dni temu
Rejestracja: 24 wrz 2015

Cześć. Znów chwilę mnie nie było. Kończymy powoli zwiedzanie Słowenii. Na deser zostawiliśmy sobie miasteczko, do którego nie chcieliśmy jechać. Ewentualnie gdzieś tam jego nazwa się pojawiała. Ale się udało, znaleźliśmy wystarczająco dużo czasu i.. to była świetna decyzja!

joasiamac
Obrazek użytkownika joasiamac
Offline
Ostatnio: 4 miesiące 5 dni temu
Rejestracja: 24 wrz 2015

Miasteczkiem, do którego dotarliśmy,była Skofja Loka. Miejsce polecane w przewodnikach i na stronach o Słowenii. Nas nie zawiodło. Przejazd z Lublany nie zajął nam dużo czasu. Dojechaliśmy rano, bo (jak to mieliśmy w zwyczaju i było nam wygodne ze względu na drzemki najmłodszej) wyruszyliśmy po śniadaniu. Zatrzymaliśmy się w okolicach starówki. Samochód zaparkowany bez żadnych problemów ze znalezieniem miejsca, można ruszać w drogę. Przekraczamy... rzeczkę, oddzielającą miasto od starej części. I trafiamy w ciszę. Poza nami pojedyncze osoby. Żadnych tłumów, jak to się spodziewaliśmy. Zdjęcia w węższych uliczkach (bardzo urokliwych) udaje się zrobić bez nikogo w kadrze. Rzadkość.

Na szerszych uliczkach też nie ma specjalnych tłumów...

Domy są kolorowe, odrestaurowane.

Przynajmniej w większości.

Na pierwszy ogień idziemy do zamku. A co tam. Zamek musi być nasz. No to pod górę...

A zamek... w remoncie. Oczywiście, bo jak my gdzieś zwiedzamy, to zawsze coś musi być w remoncie. A to Łuk Triumfalny w Paryżu, a to Baptysterium we Florencji... A w Skofja Loka - zamek.

Na szczęście można go zwiedzać. Poza kaplicą przechodzącą renowację, udało nam się dowiedzieć czegoś o historii miejsca, zobaczyć interesujące meble z epok, poznać sprzęt i historię związaną z rzemiosłem... Jest co oglądać i co zwiedzać.

Jeszcze rzut oka na okolicę...

W międzyczasie trafiamy do wieży, w której większość z nas znajduje sobie coś do roboty. ajny kącik na odpoczynek Wink

Syndrom niespokojnych rąk zaspokojony, możemy zwiedzać dalej Wink

Zamek oferuje do zwiedzania również skansen zewnętrzny. Samo zwiedzanie go zajmuje dosłownie chwilkę. Bo co na planszy wygląda szumnie, w rzeczywistości zajmuje naprawdę niewiele. Ale warto te 10 minut poświęcić.

Wracamy do miasteczka.

Asisko
Obrazek użytkownika Asisko
Offline
Ostatnio: 5 dni 3 godziny temu
Rejestracja: 19 lut 2015

Joasiu, szkoda że przed moim wyjazdem do Słowenii nie doczytałam u Ciebie o pociągu przez Alpy Julijskie. Ale by była przygoda Yes 3  

joasiamac
Obrazek użytkownika joasiamac
Offline
Ostatnio: 4 miesiące 5 dni temu
Rejestracja: 24 wrz 2015

Najpierw idziemy na kawę i lody w samym centrum miasteczka. Chyba. No zaraz obok informacji turystycznej. W sumie to skusił nas malutki plac zabaw przy samych stolikach Wink A potem idziemy do kościoła stojącego przy jednym z placyków. W środku jest bardzo urokliwy.

Postanawiamy rozpalić światło.

W środku spędzamy sporo czasu, czekając aż światła się rozpalą. Jesteśmy całkiem sami. Jest przyjemnie chłodno. Nigdzie się nam nie spieszy.

Na koniec trafiamy na plac zabaw (a jakże!) położony już na samym skraju (jeśli nie tuż poza) starego miasta. W górze widzimy zamek. Plac zabaw jest tematyczny. Tematycznie związany z legendą o powstaniu miasta. I dlaczego w herbie miasta jest czarnoskóry mężczyzna. A wszystko wyjaśnione na tablicy przy wejściu.

Wracamy do samochodu i na nasz kemping w Lublanie. Na ostatnią noc spędzoną w Słowenii. Następnego dnia pakujemy dobytek, dopychamy kolanem ostatnie rzeczy do bagażnika i ruszamy na południe. Przed nami dłuższa droga, stanie na granicy (choć, jak się później okazało, w tę stronę było ono bardzo krótkie), by wykąpać się na koniec dnia w Adriatyku.

Ale to już po chorwackiej stronie Biggrin

Strony

Wyszukaj w trip4cheap