--------------------

____________________

 

 

 



Najpiękniejsze parki narodowe USA

81 posts / 0 nowych
Ostatni wpis
Strony
cienkibolek
Obrazek użytkownika cienkibolek
Offline
Ostatnio: 5 godzin 31 minut temu
Rejestracja: 26 wrz 2013
Najpiękniejsze parki narodowe USA

No dobrze, niech Wam będzie. W uzupełnieniu wcześniej zamieszczonych zdjęć dołożę jeszcze pisemne sprawozdanie z wycieczki Rainbow do USA pt. "Najpiękniejsze parki narodowe USA". Wycieczka miała miejsce w terminie 22.08-03.09.2023.

cienkibolek
Obrazek użytkownika cienkibolek
Offline
Ostatnio: 5 godzin 31 minut temu
Rejestracja: 26 wrz 2013

Dzień 1 (22.08.2023 wtorek)

  Zbiórkę na lotnisku w Warszawie wyznaczono nam na 4:25 (czyli dwie godziny przed planowanym odlotem). Przed odprawą odwiedziłem stanowisko Rainbow na lotnisku, gdzie dostałem bilety lotnicze, dane kontaktowe pilotki, listę hoteli na trasie wycieczki oraz akcesoria do odbiorników Tour Guide System (same odbiorniki dostaliśmy już w USA). Przeszedłem stosowne procedury lotniskowe i oczekiwałem na wylot do Frankfurtu, który zaplanowano na 6:25. Nasz samolot oderwał się ostatecznie od ziemi o 6:30. Lot był rejsowy, lecieliśmy samolotem Airbus A320-200 (z układem siedzeń 3+3) należącym do Lufthansy. Na lotnisku we Frankfurcie wylądowaliśmy o 7:54. Po przejściu kolejnych kontroli oczekiwaliśmy na wylot do Las Vegas zaplanowany na 12:00. Faktycznie nasz samolot oderwał się od ziemi o 12:22. Lot także był rejsowy, lecieliśmy samolotem Airbus A330-300 (z układem siedzeń 2+4+2, w końcu samolotu przechodzącym w 2+3+2) należącym do tanich linii lotniczych Eurowings (będących częścią Grupy Lufthansa). Na lotnisku w Las Vegas wylądowaliśmy o 23:13 czasu polskiego czyli 14:13 czasu stanu Nevada. Rozmowa z urzędnikiem imigracyjnym była tym razem bardzo krótka (w porównaniu z moją pierwszą wizytą w USA), przeszła szybko i bezproblemowo. Po przejściu kontroli i odbiorze bagażu na lotnisku spotkałem naszą pilotkę (Małgorzatę Dzierlińską), z którą udaliśmy się następnie do czekającego na nas autokaru z ciemnoskórym kierowcą o imieniu Lupe. Z lotniska odjechaliśmy o 15:42. Ok. 16-stej dojechaliśmy do hotelu „Circus Circus” w Las Vegas, który był naszym pierwszym miejscu zakwaterowania (ja nocowałem w tym hotelu także we wrześniu poprzedniego roku podczas innej wycieczki Rainbow do USA). Pilotka zmieniła nieco program przekładając na wtorkowy wieczór zaplanowane na następny dzień zwiedzanie Las Vegas. Jest to najludniejsze miasto stanu Nevada, ma ponad 583 tys. mieszkańców. Zostało założone w 1905 r., dziś jest kojarzone przede wszystkim z grami hazardowymi, zakupami oraz wyszukanymi restauracjami i luksusowymi hotelami. Określa się je mianem światowej stolicy rozrywki, słynie z ogromnych kasyn i powiązanych z nimi atrakcji. Ponieważ ja w Las Vegas byłem już wcześniej postanowiłem nie zwiedzać z grupą, tylko wcześniej wyruszyłem na indywidualny spacer po mieście, który zajął mi blisko 5 godzin (wyszedłem z hotelu ok. 17:30, a wróciłem ok. 22:15). Przeszedłem po The Strip – najsłynniejszej ulicy Las Vegas najpierw w jedną stronę za dnia, a potem w drugą po zmroku. Mijałem różne efektowne hotele m.in. Trump, Treasure Island (z replikami pirackich okrętów), Venetian (z repliką kanałów Wenecji, pałacu Dożów i innych włoskich obiektów), Mirage (odbywają się przy nim efektowne symulacje wybuchu wulkanu), Caesars (z replikami budowli starożytnego Rzymu oraz fontanny di Trevi), Bellagio (ze sztucznym jeziorem, na którym odbywają się pokazy tańczących fontann, wspomnę też, że w tym hotelu rozgrywała się w nim akcja znanego filmu „Ocean’s Eleven z Georgem Clooneyem z 2001 r.), Paris Las Vegas (z replikami wieży Eiffla, Muzeum d’Orsay i Łuku Triumfalnego), Wyndham, New York New York (z replikami wieżowców Empire State Building i Chrysler Building), Excalibur (inspirowany średniowiecznymi zamkami Anglii i Szkocji), Luxor (z repliką egipskiej piramidy), Delano, Mandalay Bay. W drodze powrotnej zajarzałem też do wnętrz niektórych hoteli (Luxor, Bellagio, Caesars, Venetian), kasyn i galerii handlowych.

 

cienkibolek
Obrazek użytkownika cienkibolek
Offline
Ostatnio: 5 godzin 31 minut temu
Rejestracja: 26 wrz 2013

Dzień 2 (23.08.2023 środa)

  O 7:30 mieliśmy zbiórkę z bagażami przy autokarze. Po ich zapakowaniu przejechaliśmy autokarem do restauracji sieci „IHOP”, w której zaserwowano nam śniadanie. O 8:52 ruszyliśmy autokarem w dalszą drogę. Podczas niej mijaliśmy tamę Hoovera, ale się przy niej nie zatrzymywaliśmy. W trakcie jazdy pilotka zbierała po 450 USD od osoby na bilety wstępu, przewodników i inne obowiązkowe opłaty. Po drodze mieliśmy jeden półgodzinny postój toaletowy. Wjechaliśmy do stanu Arizona i ok. 12:25 zatrzymaliśmy się w Seligman. To niewielkie, niespełna dziesięciotysięczne miasteczko leżące na szlaku Route 66 uznawane jest za miejsce narodzin historycznej drogi numer 66. Obecnie Seligman to jedna z perełek leżąca na drodze 66. Najciekawsze miejsce to historyczna część miasteczka w której znajdują się (funkcjonujące do dziś) wspomnienia z czasów świetności starej Route 66. Można tam zobaczyć liczne kawiarnie, sklepy z pamiątkami, motele czy opuszczone stacje benzynowe. Mieliśmy tam trochę czasu wolnego (do 13:10). W jego ramach pospacerowałem po miasteczku. Widziałem różne stare samochody i inne atrakcje. Byłem też w lokalu słynnego barbera (Angela Delgadillo) obecnie zmienionym na sklep i małe muzeum. Widziałem również drogowskaz, na którym była podana m.in. odległość do Warszawy (5887 mil).  Potem ruszyliśmy dalej i ok. 15:40 zatrzymaliśmy się w centrum Sedony (ja byłem w niej już wcześniej we wrześniu 2022 roku). Jest to niewielkie miasteczko (liczy niespełna 10 tys. mieszkańców) położone w głębokiej dolinie otoczonej monumentalnymi czerwonymi skałami (w ognistych odcieniach). Warstwy wapienia i piaskowca zostały tam ukształtowane i wypiętrzone ponad 250 mln lat temu osiągając wysokość do 1372 m n.p.m. Miejsce to przyciąga nie tylko zjawiskowym położeniem, ale i piękną architekturą, czy pustynną roślinnością. Dostaliśmy tam czas wolny do 16:30. W jego ramach pospacerowałem trochę po tym malowniczo położonym miasteczku i podziwiałem jego otoczenie. Wyjeżdżając z miasteczka zatrzymaliśmy się na chwilę na zdjęcia przy jedynej na świecie restauracji McDonald’s z logo w kolorze niebieskim (ponoć wynikało to z miejscowych przepisów zakazujących zakłócania miejscowego krajobrazu). Trochę po 17-stej zatrzymaliśmy się jeszcze przy w punkcie widokowym, z którego roztaczała się rozległa panorama z czerwonymi skałami. Mieliśmy tam czas wolny do 17:30, a potem ruszyliśmy w dalszą drogę. Ok. 18:45 dotarliśmy do hotelu Baymont Inn & Suites we Flagstaff (mieście leżącym na historycznym szlaku słynnej Route 66) i się w nim zakwaterowaliśmy. W pobliżu był hipermarket „Walmart”, do którego wybrałem się jeszcze na zakupy.

cienkibolek
Obrazek użytkownika cienkibolek
Offline
Ostatnio: 5 godzin 31 minut temu
Rejestracja: 26 wrz 2013

Dzień 3 (24.08.2023 czwartek)

  O 7:00 mieliśmy śniadanie w hotelu. Zbiórka z bagażami przed wyjazdem została wyznaczona na 7:40. Autokarem podjechaliśmy najpierw do wyżej wspomnianego „Walmarta”, gdzie Ci, którzy nie uczynili tego poprzedniego dnia mogli zrobić zakupy spożywcze na drogę. Mieli na to czas do 8:40. Potem ruszyliśmy w dalszą drogę. O 10:00 dotarliśmy do lądowiska helikopterów, gdzie chętni mieli skorzystać z wycieczki fakultatywnej w postaci lotu helikopterem nad Wielkim Kanionem Kolorado. Okazało się to jednak niemożliwe z uwagi na złe warunki pogodowe. Ja na szczęście nie miałem czego żałować, bo odbyłem już taki lot we wrześniu 2022 roku. Ruszyliśmy zatem dalej autokarem i ruszyliśmy na oglądanie Wielkiego Kanionu z punktów widokowych (ja już to robiłem wcześniej w 2022 roku). Wielki Kanion Kolorado jest jednym z największych cudów natury na świecie. Ta gigantyczna „szczelina w ziemi, którą wyżłobiła rzeka Kolorado, to jeden z najbardziej spektakularnych, zapierających dech w piersiach widoków na świecie. Odległość między początkiem i końcem kanionu mierzona nurtem rzeki Kolorado wynosi 446 km. W najgłębszym miejscu kanion osiąga 1857 m głębokości. Szerokość kanionu waha się od ok. 800 m do 29 km. Jest to największy przełom rzeki na świecie. Ok. 10:40 dotarliśmy do punktu widokowego Mather Point (przy południowej krawędzi Wielkiego Kanionu). Niestety widoczność była słaba, bo sporą część kanionu zalegała mgła. Z Mather Point ruszyliśmy pieszo na ok. 3-kilometrowy trekking wzdłuż krawędzi kanionu szlakiem Rim Trail. Na dotarcie do kolejnego punktu widokowego – Bright Angel mieliśmy czas do 12:45. Potem ruszyliśmy dalej autokarem i o 13:46 zatrzymaliśmy się na parkingu przy punkcie widokowym Desert View. Tam widoczność była już zdecydowanie lepsza, więc mogliśmy podziwiać piękne widoki na kanion i płynącą w dole rzekę. Była tam też kamienna wieża obserwacyjna Desert Tower (wybudowano ją w 1932 r., przy moim pierwszym pobycie w tym miejscu była ona niedostępna dla turystów). W ramach czasu wolnego (do 14:40) udało mi się również zwiedzić tę wieżę. W jej wnętrzu znajduje się ekspozycja poświęcona rdzennym mieszkańcom Ameryki, a z tarasu na wieży można podziwiać kolejne piękne widoki kanionu. Po czasie wolnym ruszyliśmy autokarem w dalszą drogę. Ok. 16:40 dotarliśmy na parking w pobliżu Horseshoe Bend, do którego potem musieliśmy dojść pieszo. Horseshoe Bend to niezwykle malowniczy meander w kształcie idealnej podkowy płynącej w kanionie rzeki Kolorado. Mogliśmy podziwiać tam wspaniałe widoki (wspomnę, że ja byłem już w tym miejscu wcześniej w 2022 roku). Potem był przemarsz powrotny do autokaru i o 17:50 ruszyliśmy już do naszego kolejnego miejsca zakwaterowania, którym był hotel „Best Western View of Lake Powell” w miejscowości Page. Dotarliśmy do niego jeszcze przed 18-stą. Jak sama nazwa hotelu oferował on widoki (w oddali) na jezioro Powell, a także piękne skały. Mogłem je podziwiać z pokoju nocując w tym hotelu w 2022 roku, niestety tym razem miałem pokój od drugiej strony i tych widoków z pokoju byłem pozbawiony.

 

cienkibolek
Obrazek użytkownika cienkibolek
Offline
Ostatnio: 5 godzin 31 minut temu
Rejestracja: 26 wrz 2013

Dzień 4 (25.08.2023 piątek)

  O 6:30 mieliśmy śniadanie w hotelu. Zbiórka z bagażami przed wyjazdem została wyznaczona na 7:15. Autokarem ruszyliśmy w dalszą drogę. Ok. 7:40 dotarliśmy na parking przy Kanionie Antylopy. Powstawał on przez miliony lat wskutek wymywania piaskowca przez powodzie błyskawiczne. Dzieli się na 2 części dolną i górną. Miejsce to leży na terenie rezerwatu Indian Navajo. Zostaliśmy podzieleni na 2 mniejsze grupy (jest to wymuszone ograniczoną przepustowością kanionu). Indiańscy kierowcy podwieźli nas jeepami w pobliże wejścia do kanionu, a do samych jego wrót musieliśmy już dotrzeć pieszo, schodząc w dół. Potem z indiańskim przewodnikiem zwiedziliśmy kanion. Nie jest to szeroki kanion pod otwartym niebem. Wejście do jego niżej położonej części jest ledwo widocznym, zwykłym uskokiem w ziemi, a potem idzie się pomiędzy dwoma ścianami, położonymi tak blisko siebie, że ledwo widać niebo. Można się poczuć jakby szło się pomiędzy zastygniętymi falami z piaskowca, morskimi grzywami czy smugami dymu. Te niesamowite formacje skalne mienią się pomarańczowymi odcieniami. Gra światła i cienia sprawia, że miejsce jest jeszcze bardziej tajemnicze. Druga, wyżej położona część wąwozu, jest nieco szersza, ale dostarcza również wspaniałych wrażeń. Wspomnę jeszcze, że Kanion Antylopy jest wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO, a  jego malownicze formy inspirowały wielu filmowców i fotografów. Po zwiedzaniu musieliśmy najpierw przejść odcinek pieszo (tym razem pod górę), a potem jeepami wróciliśmy do autokaru, którym o 0:36 ruszyliśmy w dalszą drogę. W jej trakcie wjechaliśmy na teren stanu Utah, co wiązało się z koniecznością zmiany czasu (przesunęliśmy go o godzinę do przodu). Ok. 12:40 (czasu stanu Utah) dojechaliśmy do Doliny Pomników (Monument Valley). Nazywana jest ona tak ze względu na majestatyczność wolno stojących formacji skalnych, rozlokowanych na ogromnej przestrzeni Płaskowyżu Kolorado. Znajduje się wewnątrz rezerwatu Indian Navajo, w których towarzystwie ją zwiedzaliśmy w specjalnie do tego przygotowanych jeepach. Jest to olbrzymi obszar poprzecinany kanionami utworzonymi przez płynące tu niegdyś rzeki. Ociosane przez niesiony przez wiatr piasek oraz zamarzającą wodę skały przyjęły tam niezwykłe formy. Miejsce to stało się planem dla wielu filmów, począwszy od klasycznych westernów Johna Forda (jak np. „Dyliżans” z Johnem Wayne’m, „Fort Apaczów”, „Jak zdobywano Dziki Zachód”, „Rio Grande”), poprzez „2001: Odyseję kosmiczna”, „Powrót do przyszłości III”, „Forrest Gump, „Jeździec znikąd”, kończąc na filmie „Transformers: Wiek zagłady”. Na objazd  jeepami wyruszyliśmy o 13:20. Przejazd odbywa się po gruntowej drodze (17 mil), która prowadzi pomiędzy formacjami geologicznymi, stoliwami (górami stołowymi), płaskowyżami, pagórkami i iglicami. W trakcie przejazdu zatrzymywaliśmy się 3 razy na postoje na zdjęcia przy najbardziej charakterystycznych formacjach skalnych. Kolejno było to formacje zwane: Rękawiczki, Trzy Siostry (w pobliżu była też charakterystyczna półka skalna zwana John Ford Point) i Kciuk. Oczywiście z dalszej odległości podziwialiśmy też wiele innych niezwykłych formacji. Potem mieliśmy jeszcze jeden postój, w cieniu pod wysoką pionową skałą, na lunch. Indianie podali nam placki z warzywami. Były też dostępne napoje. Potem wróciliśmy już do miejsca rozpoczęcia przejazdu jeepami (dotarliśmy do niego o 15:10) i o 15:22 ruszyliśmy dalej autokarem. Kilkanaście minut później zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilę na zdjęcia w miejscu znanym z filmu „Forrest Gump” (bohater zakończył w nim swój długi bieg przez USA). Ok. 17:20 dotarliśmy do Four Corners Monument - miejsca, gdzie stykają się granice 4 stanów: Utah, Arizony, Nowego Meksyku i Kolorado. Rozsiadając się tam odpowiednio w centralnym punkcie można teoretycznie być w 4 stanach jednocześnie. Wokół tego punktu stoją maszty z flagami 4 stanów oraz autonomicznych terytoriów Indian Navajo oraz Ute. W nieco większym oddaleniu od centralnego punktu zlokalizowano targowisko z różnymi wyrobami i pamiątkami. Dostaliśmy tam czas wolny do 18:00, a potem ruszyliśmy już w drogę do naszego kolejnego miejsca zakwaterowania. Przed 19-stą dojechaliśmy do hotelu Best Western Turquoise w Cortez (w stanie Kolorado) i się w nim zakwaterowaliśmy. Naprzeciwko hotelu był duży hipermarket sieci „City Market”, do którego wybrałem się na zakupy spożywcze.

 

cienkibolek
Obrazek użytkownika cienkibolek
Offline
Ostatnio: 5 godzin 31 minut temu
Rejestracja: 26 wrz 2013

Dzień 5 (26.08.2023 sobota)

  O 7:00 mieliśmy śniadanie w hotelu. Zbiórka z bagażami przed wyjazdem została wyznaczona na 8:15. Autokarem ruszyliśmy w dalszą drogę. Ok. 8:50 po raz pierwszy zatrzymaliśmy się w Parku Narodowym Mesa Verde. Utworzono go w 1906 r., zajmuje obszar 210,93 km2. W 1978 r. został wpisany na listę UNESCO jako jeden z najlepszych przykładów klifowego mieszkalnictwa rdzennych mieszkańców Ameryki. Główną atrakcją tego parku narodowego są prekolumbijskie osiedla mieszkalne typu pueblo, zbudowane w ścianie kanionu przez Indian Anasazi. Ocenia się, że osiedla powstały w okresie między VI a XIV wiekiem naszej ery. Poszczególne budynki są ułożone tarasowo, a między nimi znajdują się owalne kivy, budynki o znaczeniu religijnym. W bezpośredniej bliskości znajdują się także miejsca służące do gromadzenia wody oraz dawne pola uprawne. W XIV wieku mieszkańcy z przyczyn nie do końca wyjaśnionych (np. klęska klimatyczna lub wyjałowienie gleby), opuścili tę okolicę. Najpierw zatrzymaliśmy się w dwóch punktach widokowych, z którego mogliśmy podziwiać ładne panoramy gór i dolin. Potem były 3 kolejne punkty widokowe oferujące widoki na dawny ośrodek administracyjno-ceremonialny z czasów kultury Anasazi. Wykuty w skałach Pałac Klifowy (Cliff Palace) składa się z ponad 150 pomieszczeń. Niestety na ten ciekawy obiekt archeologiczny mogliśmy popatrzyć jedynie z oddali. Organizowane są jego zwiedzania z miejscowym przewodnikiem, ale w programie Rainbow takowego nie było. Na koniec podjechaliśmy do jeszcze jednego punktu widokowego, z którego z oddali można było rzucić okiem na Spruce Tree House. To obiekt mieszkalny wciśnięty w szczelinę w klifie, liczący ok. 800 lat. W pobliżu tego miejsca widokowego było też niewielkie muzeum, które zwiedziłem w ramach czasu wolnego (mieliśmy go do 11:45). Potem ruszyliśmy autokarem w dalszą drogę, prowadzącą przez pasmo górskie San Juan. Przejechaliśmy jedną z najpiękniejszych widokowo tras USA - Million Dollar Highway. Ta „przyczepiona” do zboczy gór San Juan droga za każdym zakrętem zachwyca widokami na ośnieżone wierzchołki i przepastne doliny. Minęliśmy mi.in. miasteczko Durango, zatrzymaliśmy się też na chwilę na zdjęcia w jednym z punktów widokowych. Ok. 14:50 zatrzymaliśmy się w miasteczku Silverton ( leży ono u stóp gór San Juan). Niestety w międzyczasie pogoda się znacznie pogorszyła i zaczął padać deszcz. Silverton dzięki swej zabudowie mogłoby „grać” główną rolę w westernach. Miasto zostało założone w 1874 r. po wybuchu gorączki złota na tych terenach. Obecnie liczy nieco ponad 600 mieszkańców. Dostaliśmy tam czas wolny do 16:00. W jego ramach pospacerowałem po miasteczku, zobaczyłem m.in. zbudowany z lokalnego różowo-purpurowego kamienia neoklasyczny ratusz z jońskimi kolumnami (pierwotnie wybudowany w 1908 r., odrestaurowany w 1970 r., a potem jeszcze w 1992 r.), zbudowany z szarego kamienia budynek sądu w stylu georgiańskim z doryckimi kolumnami (z 1907 r.), Imperial Hotel (z 1882 r.), budynek Posey and Wingate (z 1880 r.) będący najstarszym handlowym budynkiem we wschodnim Kolorado, protestancką świątynię First Congregational Church (z 1880 r.), neoromański kościół św. Patryka (z 1905 r.), budynek Brown Bear Cafe (z 1893 r.) pierwotnie sklep mięsny, przekształcony potem w bar i zabytkową kolej, zbudowaną jeszcze w czasach górniczej prosperity. Potem ruszyliśmy dalej, niestety wciąż przy padającym deszczu, co w praktyce uniemożliwiało podziwianie pięknych górskich widoków. O 17:07 zatrzymaliśmy się w miasteczku Ouray, zwanego „Szwajcarią Ameryki”. Miasto znane jest z położenia w wąskim kanionie rzeki Uncompahgre, czarującego historycznego centrum i gorących źródeł. Dostaliśmy w nim czas wolny do 18:00. Odbyłem spacer po głównej ulicy (początkowo przy padającym deszczu, po pewnym czasie w końcu przestało padać). Z budynków, które widziałem wspomnę o parze budynków z 1900 r. Quray City Hall i Walsh Library (ratusz jest miniaturową repliką Independebce Hall w Filadelfii), budynku opery Wrighta (nazywanej też Wright’s Hall, zbudowano ją w 1888 r.), budynku hotelu Beaumont (z 1886 r.) oraz ładnym budynku sądu (z 1888 r.). Wspomnę przy okazji, że sala budynku sądu pojawiła się w filmie (z 1969 r.) „Prawdziwe męstwo” z Johnem Wayne’m w roli szeryfa.   Następnie ruszyliśmy dalej autokarem i ok. 18:55 dotarliśmy do hotelu Hampton Inn w Montrose (w stanie Kolorado), który był naszym kolejnym miejscem zakwaterowania. Był w nim kryty basen, z którego wieczorem skorzystałem.

cienkibolek
Obrazek użytkownika cienkibolek
Offline
Ostatnio: 5 godzin 31 minut temu
Rejestracja: 26 wrz 2013

Dzień 6 (27.08.2023 niedziela)

  Ok. 6:30 poszedłem na śniadanie w hotelu. Zbiórka z bagażami przed wyjazdem została wyznaczona na 8:00. Autokarem ruszyliśmy w dalszą drogę. Ok. 8:30 zatrzymaliśmy się w punkcie widokowym (Tomichi Point) w jednym z najbardziej spektakularnych parków narodowych USA - Black Canyon of the Gunnison. Park został utworzony w 1999 r. i zajmuje obszar 133 km2. Kanion nazywany jest czarnym, gdyż z powodu jego głębokości i wąskości do niektórych jego fragmentów światło słoneczne dociera przez około 30 minut dziennie. Podziwialiśmy głęboką na 830 m otchłań, jak również liczne niezwykłe formacje skalne. Następnie podjechaliśmy do kolejnego punktu widokowego (dotarliśmy do niego ok. 8:55) usytuowanym przy miejscowym Visitor Center. Mieliśmy tam czas wolny do 9:20. Po tym czasie i kilkunastu minutach dalszej jazdy zatrzymaliśmy się przy jeszcze jednym punkcie widokowym (Pulpit Rock), z którego dobrze widoczna była płynąca w dole w kanionie rzeka. Potem wróciliśmy autokarem do Tomichi Point, skąd o 10:10 ruszyliśmy na pieszy trekking wzdłuż krawędzi kanionu. Punktem docelowym był wyżej wspomniany Visitor Center, przy którym czekał na nas autokar. Zbiórkę wyznaczono na godzinę 11:00. Ruszyliśmy w dalszą drogę. O 12:15 zatrzymaliśmy się przy hipermarkecie „City Market” w miejscowości Hotchkiss, gdzie dostaliśmy trochę czasu na zakupy spożywcze. Jadąc dalej przez dziewicze lasy, ponad które co rusz wyrastają przekraczające 4000 m szczyty, dotarliśmy do jednego z najsłynniejszych kurortów świata, Aspen, które zanim urosło do rangi ważnego ośrodka narciarskiego, było letnim obozowiskiem Indian Ute, a następnie miasteczkiem górniczym z kopalniami srebra. Ok. 15:50 zatrzymaliśmy się tam na parkingu przy miejscowym „City Market”, a stamtąd już pieszo ruszyliśmy najpierw na wspólny spacer. Pilotka doprowadziła nas do miejscowego deptaka, a potem do zbudowanego z kamienia budynku opery Wheelera (otwartej w 1889 r.) i hotelu Jerome, który od czasu otwarcia w 1889 r. nieprzerwanie jest miejscem spotkań amerykańskich elit. Potem mieliśmy czas wolny do 16:45. Kontynuowałem spacer po mieście. Zajrzałem do pięknego wnętrza wyżej wspomnianego hotelu Jerome. Zwiedziłem również (w tym także wnętrze) miejscowy kościół katolicki St. Mary (oddany do użytku w 1892 r.). Dotarłem też do miejskich parków (Paepcke Park i Wagner Park). Wspomnę jeszcze, że mijaliśmy też ładny ELKS Building, w którym mieści się centrum biznesowe. O 17:00 ruszyliśmy autokarem w dalszą drogę. Ok. 19:25 zatrzymaliśmy się przy hipermarkecie sieci „Safeway”, gdzie dostaliśmy czas (do 19:50) na kolejne zakupy. Ok. 21:40 dotarliśmy do hotelu High Plains w Denver i się w nim zakwaterowaliśmy.

cienkibolek
Obrazek użytkownika cienkibolek
Offline
Ostatnio: 5 godzin 31 minut temu
Rejestracja: 26 wrz 2013

Dzień 7 (28.08.2023 poniedziałek)

  Ok. 6:30 poszedłem na śniadanie w hotelu. Zbiórka z bagażami przed wyjazdem została wyznaczona na 8:15. Autokarem wyruszyliśmy najpierw na zwiedzanie Denver, stolicy stanu Kolorado. To leżące u podnóży Gór Skalistych (na wysokości 1564 – 1725 m n.p.m.) miasto przyciąga przyjemną atmosferą i historią czasów gorączki złota nad rzeką Cherry Creek. Założono je w 1858 r. Obecnie liczy ponad 715 tys. mieszkańców. Ok. 9:05 zatrzymaliśmy się przy budynku Kapitolu Stanowego, znanego z nawiązującej do pobliskich złóż, pokrytej złotem kopuły oraz schodów ze znacznikiem na wysokości 1600 m n.p.m., dzięki czemu Denver zyskało przydomek Mile High City. Budynek z białego granitu został otwarty w 1894 r. Wieńczy go złota kopuła. Udało nam się również zwiedzić piękne wnętrze tego obiektu, widzieliśmy m.in. salę obrad Izby Reprezentantów, a nawet udało nam się wejść na taras na kopule, z którego mogliśmy podziwiać widoki na miasto. Widać było m.in. znajdujący się po drugiej stronie Civic Center Park okazały budynek ratusza. Potem ruszyliśmy dalej pieszo. Minęliśmy otoczony eleganckimi budowlami Civic Center Park, potem pospacerowaliśmy deptakiem 16th Street z wieloma sklepami i kawiarniami, zabytkowymi kamienicami i… repliką Dzwonnicy św. Marka z Wenecji. Ma ona 99 m wysokości i 20 pięter. Została zbudowana w 1910 r. Kiedyś była najwyższym budynkiem pomiędzy rzeką Mississippi i stanem Kalifornia. Obecnie w najbliższym otoczeniu można zobaczyć znacznie ją przewyższające efektowne wysokościowce. Potem dotarliśmy (ok. 10:40) do kolejnego deptaka - Larimer Square z licznymi zabytkowymi wiktoriańskimi budynkami. Tam dostaliśmy czas wolny do 11:10. W jego ramach kontynuowałem spacer po mieście docierając m.in. do budynku miejscowej opery (została ona otwarta w 1956 r. i mieści 2225 widzów). Później już wspólnie dotarliśmy jeszcze do wielofunkcyjnego centrum kongresowego (Colorado Convention Centre) oddanego do użytku w 1990 r., przy którym zobaczyliśmy… ogromnego niebieskiego misia. To nowy symbol miasta - rzeźba „I See What You Mean” przedstawiająca blisko 13-metrowego niebieskiego niedźwiedzia, wpatrującego się w okna Colorado Convention Centre. Zainstalowano ją w 2005 roku. Ok. 11:30 ruszyliśmy autokarem w dalszą drogę. Ok. 12-stej zatrzymaliśmy się na parkingu w pobliżu Red Rocks Amphitheatre, uważanego za jedno z najlepszych miejsc koncertowych w USA. Jego nazwa pochodzi od tworzącego ściany amfiteatru czerwonego piaskowca. Usytuowany na świeżym powietrzu wbudowany w strukturę skalną został otwarty w 1906 r. i mieści 9545 widzów. Wspólnie doszliśmy do amfiteatru (podziwiając po drodze niezwykłe skały i rozległe panoramy), a potem mieliśmy czas wolny do 12:50 na indywidualną eksplorację tego miejsca (był tam też Visitor Center z różnymi wystawami). Po dalszej jeździe, ok. 14:50, zatrzymaliśmy się przy Fall River Visitor Center, gdzie mieliśmy czas wolny do 15:15. Następnie zaczęliśmy eksplorować Park Narodowy Gór Skalistych (Rocky Mountain NP) - jeden z najpopularniejszych parków narodowych w Stanach Zjednoczonych, oferujący ponad 1000 km² strzelistych szczytów, alpejskich jezior i łąk oraz lasów obfitujących w dziką zwierzynę. Park utworzono w 1915 r., zajmuje on obszar 1078 km2. Podczas naszego objazdu zatrzymywaliśmy się przy pięciu punktach widokowych. Potem wróciliśmy do kurortu Estes Park (wcześniej już przez niego przejeżdżaliśmy). Zatrzymaliśmy się w nim o 16:45 i mieliśmy czas wolny do 18:10. Niestety zaczęła się tam duża ulewa. Plusem było, że gdy się skończyła mogliśmy zobaczyć piękną podwójną tęczę. Potem ruszyliśmy w dalszą drogę. Ok. 20:20 (było już oczywiście po zmroku) zatrzymaliśmy w Cheyenne, stolicy stanu Wyoming, kiedyś największej placówce kawalerii w USA. W miejscowym Holliday Park zobaczyliśmy lokomotywę Big Boy, jedną z największych, jakie kiedykolwiek zbudowano. Parowe lokomotywy serii Union Pacific 4000 produkowano w latach 1941-44 dla przewoźnika Union Pacific Railroad. W sumie powstało ich 25, a do dziś zachowało się 8. Oglądany przez nas egzemplarz kursował do 1958 r. Lokomotywa ma ponad 26 m długości (z tendrem aż 40 m). Po obejrzeniu parowozu podjechaliśmy jeszcze autokarem pod miejscowy Kapitol Stanowy i go obejrzeliśmy (oczywiście tylko z zewnątrz). Zbudowano go w latach 1886-90. Następnie ruszyliśmy już do kolejnego miejsca zakwaterowania. Był nim znajdujący się na terenie stanu Nebraska  hotel Fairfield Inn & Suites w miejscowości Scottsbluff. Dotarliśmy do niego dopiero ok. 22:45.

cienkibolek
Obrazek użytkownika cienkibolek
Offline
Ostatnio: 5 godzin 31 minut temu
Rejestracja: 26 wrz 2013

  Ok. 7:00 poszedłem na śniadanie w hotelu. Zbiórka z bagażami przed wyjazdem została wyznaczona na 8:45. Autokarem ruszyliśmy w dalszą drogę. Po 10 minutach zatrzymaliśmy się pod hipermarketem sieci „Walmart”, gdzie mieliśmy czas (do 9:40) na zakupy. Po dalszej jeździe o 10:18 zatrzymaliśmy się na parkingu Visitor Center przy Chimney Rock National Monument. Ta datowana na ok. 25 miliony lat formacja skalna wyraźnie dominuje nad otaczającą okolicą, a niegdyś była ważnym punktem orientacyjnym dla pionierów zmierzających na Zachód. Dzisiejszy krajobraz wygląda tak, jak wtedy, gdy przejeżdżały tędy pokryte płótnem wozy podczas wielkiej migracji. Skalny Komin wznosi się 91 m nad poziomem terenu, a jego szczyt znajduje się na wysokości 1288 m n.p.m. Z geologicznego punktu widzenia to pozostałość wulkanu, zamieniony w skałę kanał lawowy. Dostaliśmy tam czas wolny do 10:40. W dalszej drodze wjechaliśmy do stanu Dakota Południowa. Po drodze mieliśmy 2 krótkie postoje toaletowe. O 15:20 dotarliśmy do Visitor Center Parku Narodowego Badlands, gdzie mieliśmy czas wolny do 15:45. Park został utworzony w 1978 r. i zajmuje obszar 982,4 km2.Tamtejszy krajobraz tworzony jest przez nietypowe ukształtowanie wzgórz powstałe w wyniku erozji gliny i piasku. Dalej przejechaliśmy fragmentem trasy Badlands Loop Road zatrzymując w czterech kolejnych punktach widokowych (m.in. Burns Basin i Pinnacles), z których podziwialiśmy niezwykłe krajobrazy. Podczas przejazdu widzieliśmy liczne pieski preriowe. Z kolei zaraz po wyjeździe z terenu parku (nastąpił ok. 17:45) napotkaliśmy liczne stado bizonów swobodnie się pasących po obu stronach drogi. Oczywiście zatrzymaliśmy się, żeby zrobić im zdjęcia. Tuż przed 19-stą dotarliśmy do hotelu Howard Johnson Express w Rapid City (w stanie Dakota Południowa), który był naszym kolejnym miejscem zakwaterowania. Wieczorem skorzystałem jeszcze z możliwości kąpieli w krytym basenie i jacuzzi.

cienkibolek
Obrazek użytkownika cienkibolek
Offline
Ostatnio: 5 godzin 31 minut temu
Rejestracja: 26 wrz 2013

Dzień 9 (30.08.2023 środa)

  Ok. 6:30 poszedłem na śniadanie w hotelu. Zbiórka z bagażami przed wyjazdem została wyznaczona na 7:45. Autokarem ruszyliśmy w dalszą drogę. O 8:42 dojechaliśmy pod górę Mount Rushmore, gdzie dostaliśmy czas wolny do 9:30. Zobaczyliśmy tam Mount Rushmore National Monument, słynną atrakcję Południowej Dakoty. Majestatycznie wyrzeźbione w zboczu granitowej góry głowy prezydentów Waszyngtona, Jeffersona, Roosevelta i Lincolna powstały w latach 1927-41, a podczas ich tworzenia wysadzono setki tysięcy ton skał. Każde popiersie ma około 18 metrów. Głównym wykonawcą pomnika był amerykański rzeźbiarz Gutzon Borglum (jego popiersie stoi przy wejściu na teren, z którego turyści obserwują pomnik). Wspomnę jeszcze, że głowy prezydentów z Mount Rushmore pojawiły się w kilku filmach, m.in. w finałowej scenie dreszczowca szpiegowskiego Alfreda Hitchcocka pt. „Północ, północny zachód” czy filmie przygodowym „Skarb narodów: Ksiega tajemnic”. Przy Mount Rushmore jest  też oczywiście stosowne Visitor Center, gdzie można obejrzeć różne wystawy czy film nt. budowy pomnika w sali kinowej. Na drodze do Visitor Center umieszczono maszty z flagami wszystkich stanów USA. Potem ruszyliśmy dalej i o 10:10 zatrzymaliśmy się przy Visitor Center w okolicy nieukończonego pomnika indiańskiego wodza (plemienia Dakotów Oglala) Szalonego Konia, który wsławił się w zwycięskiej bitwie nad Little Bighorn w 1876 r. Rzeźba jest kuta w skale góry Thunderhead w Black Hills. Prace nad nią rozpoczął w 1948 r. rzeźbiarz polskiego pochodzenia Korczak Ziółkowski (brał on też wcześniej udział w rzeźbieniu popersi prezydentów na Mount Rushmore). Obecnie kontynuuje ją jego rodzina. Docelowo rzeźba ma mieć 195 m długości i 172 m wysokości. Sama twarz, której wykuwanie zakończono w 1998, ma 25 m wysokości. Na miejscu dostaliśmy czas wolny do 11:00. W jego ramach skorzystałem z możliwości podjechania autobusem (kosztowało to 5 USD) bliżej wykutego w skale pomnika i zrobienia tam zdjęć. Po powrocie do Visitor Center popatrzyłem jeszcze krótko na ciekawe zbiory związane z Indianami, które zostały tam zgromadzone. Po czasie wolnym pojechaliśmy dalej. Jechaliśmy m.in. wzgórza  Black Hills. O 12:10 zatrzymaliśmy się w centrum miasteczka Deadwood. To zanurzone głęboko w atmosferze Dzikiego Zachodu miejsce przesiąknięte jest bogatą historią gorączki złota w Black Hills, a odwiedzających dziś urzeka doskonale zachowana historyczna zabudowa. Deadwood zostało bezprawnie założone na terenach Indian w 1876 r. po wybuchu gorączki złota. Mieliśmy tam czas wolny do 13:30. W jego ramach pospacerowałem po głównej ulicy i jej okolicy. Wspomnę, że w trakcie spaceru minąłem m.in. bar (Saloon No. 10), w którym 2 sierpnia 1876 r. został zamordowany słynny strzelec i hazardzista Wild Bill Hickok („Dziki Bill”). Został on również pochowany w tym mieście, a obok niego spoczęła też słynna rewolwerowiec Calamity Jane. Widziałem też m.in. zabytkowe budynki ratusza (zbudowany w latach 1905-08) i poczty (otwartej w 1907 r.), budynek muzeum Adamsa (otwartego w 1930 r.) oraz zabytkowe hotele Fairmont (z 1895 r.) i Franklin (z 1903 r., gościł w nim m.in. Teddy Roosevelt i John Wayne). Jadąc dalej wjechaliśmy do stanu Wyoming. O 15:22 zatrzymaliśmy się na parkingu pod Devils Tower National Monument. Devils Tower to intruzja wulkaniczna o wysokości 386 metrów licząc od podstawy i 1558 m n.p.m. Ten jeden z najbardziej niezwykłych tworów natury na terenie USA stoi na zupełnym pustkowiu, pośród ranczerskich równin. Devils Tower to nie tylko przyrodnicze dziwo, ale również miejsce o niezwykłym znaczeniu religijnym dla wielu ludów Wielkich Równin. Ja kojarzyłem tę górę z oglądanego w dzieciństwie filmu Stevena Spielberga pt. „Bliskie spotkania trzeciego stopnia”. Mieliśmy tam czas wolny do 16:10. Kontynuując nasz przejazd wjechaliśmy do stanu Montana, gdzie mieliśmy jeden postój toaletowy. O 21:07 dotarliśmy do hotelu Best Western Clock Tower Inn w Billings (w stanie Montana), który był naszym kolejnym miejscem zakwaterowania.

cienkibolek
Obrazek użytkownika cienkibolek
Offline
Ostatnio: 5 godzin 31 minut temu
Rejestracja: 26 wrz 2013

Dzień 10 (31.08.2023 czwartek)

  Ok. 6:15 poszedłem na śniadanie do restauracji w pobliżu hotelu. Zbiórka z bagażami przed wyjazdem została wyznaczona na 7:45. Autokarem ruszyliśmy w dalszą drogę. Po drodze mieliśmy jeden postój toaletowy. Po dalszej jeździe wjechaliśmy na teren jednego z najbardziej niesamowitych miejsc na świecie – Parku Narodowego Yellowstone. Jest to najstarszy park narodowy na świecie (utworzono go 1 marca 1972 r.). Rozciąga się na terenie stanów Wyoming, Montana i Idaho (my zwiedzaliśmy atrakcje położone na terytorium stanu Wyoming) i łącznie zajmuje obszar blisko 9 tys. km2. Został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Występuje w nim ponad połowa wszelkich zjawisk geotermalnych na świecie, takich jak gorące źródła, błotniki, fumarole i gejzery. W przypadku tych ostatnich, ponad 300 tu występujących stanowi dwie trzecie wszystkich gejzerów na Ziemi. Do tego jeszcze bogactwo minerałów i związków chemicznych sprawia, że wszystkie te zjawiska występują w niezwykłej palecie kolorów, niespotykanej nigdzie indziej na świecie. O 11:45 zatrzymaliśmy się przy pierwszej atrakcji parku na naszej trasie. Miejsce to nazwano Mammoth Hot Springs. Jest to rozległy kompleks gorących źródeł położonych na trawertynowych tarasach. Powstawał on przez tysiące lat na skutek osadzania się węglanu wapnia wypłukiwanego ze skał przez gorące wody. Źródlane wody, o temperaturze około 80 °C, zawierające także śladowe ilości innych minerałów, schładzając się na powierzchni utworzyły białe, czasem biało-brązowe lub biało-rude nacieki i skorupy, a także efektowne tarasy. Barwy tarasów ulegają zmianie w różnych porach roku w zależności od intensywności wypływania wody a także od rodzaju glonów i sinic znajdujących się w wodzie. Dostaliśmy czas wolny do 13:00 na eksplorację tego cudu natury. Zobaczyłem m.in. Taras Minerwy, Taras Kleopatry, Taras Jupitera i Taras Opalowy. Potem ruszyliśmy dalej i o 13:40 zatrzymaliśmy przy rozległym kompleksie termalnym Norris Geyser Basin, w którym gejzery wybuchają podgrzewane relatywnie płytkimi pokładami lawy wulkanicznej. Na tereny znajdujące się w tym obszarze składają się zarówno gejzery, jak i geotermalne zbiorniki wodne. Skupisko tworów termicznych zawdzięcza swoją aktywność komorze magmowej znajdującej się pod całym obszarem parku, zwanej kalderą Yellowstone. Rozgrzana lawa podgrzewa wody gruntowe oraz zaskórne zebrane po roztopach śniegu lub po deszczach wypychając je następnie na powierzchnię ziemi pod dużym ciśnieniem. Na obszarze Norris Geyser Basin magma znajduje się wyjątkowo blisko powierzchni ziemi, co sprawia, że kompleks jest najgorętszym tworem na terenie parku. Wyjątkowość elementów termalnych Norris stanowi też fakt, że odczyn wody jest kwaśny w odróżnieniu od innych w Yellowstone. Cały kompleks podzielony jest na dwie części – Back Basin i Porcelain Basin, przez ich obszar biegnie strumień Tantalus Creek. Na zapoznanie się z tym kolejnym fascynującym cudem natury dostaliśmy czas wolny do 15:00. W jego ramach pospacerowałem po obu częściach kompleksu. W Back Basin widziałem m.in. Emerald Spring (sadzawka ze szmaragdową barwą wody, głęboka na 8 m), Steamboat Geyser (najwyższy aktywny gejzer, rekordowo wytrysnął na wysokość ponad 91 metrów), Cistern Spring, Echinus Geyser, Mystic Spring, Puff ‘n’ Stuff Geyser, Blue Mud Steam Vent, Yellow Funnel Spring, Vixen Geyser, Fearless Geyser. Z kolei w Porcelain Basin zobaczyłem m.in.  Ledge Geyser,  Sunday Geyser, Porcelain Springs, Colloidal Pool. Następnie ruszyliśmy dalej i o 15:30 zatrzymaliśmy się przy Canyon Visitor Education Center, gdzie dostaliśmy czas wolny do 16:40. Można tam było obejrzeć różne wystawy czy obejrzeć film o Yellowstone. Chętni mogli też spożyć jakiś posiłek. Kontynuując nasz przejazd trochę po 17-stej zatrzymaliśmy się przy malowniczym punkcie widokowym Artist Point, gdzie dostaliśmy czas wolny do 17:25. Mogliśmy stamtąd podziwiać piękne widoki na majestatyczne skały kanionu rzeki Yellowstone, a także wodospad i rzekę płynącą w dole kanionu. Potem przejeżdżaliśmy przez dolinę Haydena, przez którą płynie rzeka Yellowstone. Dolina ta znana jest z wulkanów błotnych. O 17:45 zatrzymaliśmy się w jednym z miejsc, w którym mogliśmy z bliska podziwiać te cuda natury w ramach czasu wolnego do 18:10. Zobaczyliśmy tam m.in. Dragon’s Mouth Spring nazwane tak przez nieznaną osobę odwiedzającą park w 1912 r., której często wytryskująca z sykiem z groty woda przypominała język smoka. Potem ruszyliśmy dalej. Po opuszczeniu terenu parku narodowego wjechaliśmy do miasteczka  West Yellowstone (w stanie Montana). Tam zatrzymaliśmy się o 19:20 i mieliśmy czas wolny do 20:30. Można było pospacerować po centrum, zrobić zakupy czy coś zjeść. Następnie ruszyliśmy już do naszego kolejnego miejsca zakwaterowania, którym był sieci Super 8 na obrzeżach West Yellowstone. Dotarliśmy do niego o 20:45.

Strony

Wyszukaj w trip4cheap