Kenia i Tanzania - W poszukiwaniu źródeł Nilu.

34 wpisów / 0 nowych
Ostatni wpis
Strony
Nel
Obrazek użytkownika Nel
Offline
Ostatnio: 13 godzin 7 minut temu
admin
Rejestracja: 04 wrz 2013

Czy wystarczy tylko zaznaczyć na tamtym forum i wkleić na tym i wszystko łącznie ze zdjęciami przeniesie się z automatu?

[/quote]

copy paste powinno zadzialac, spróbuj na jednym przykladowym poście. Jeśli zdjęcia były z albumów google, to jeszcze je udostepnij w google

Tu jest link do testowania, jeśli tu bedzie ok, to wtedy możesz otwierać nową relację

http://www.trip4cheap.pl/forum/hyde-park/testujemy-do-woli?page=75

No trip no life

Piea
Obrazek użytkownika Piea
Offline
Ostatnio: 14 godzin 13 minut temu
Rejestracja: 19 wrz 2017

podczytuje i oglądam i ja; jak Afryka dzika - to ja pierwsza! wspaniałe fotki zwierzoli; ślicznosci

Piea

mabro
Obrazek użytkownika mabro
Online
Ostatnio: 1 godzina 14 minut temu
Rejestracja: 26 wrz 2013

Hej, Gienek! A gdzie dalsze opowieści? Bo nam zwierzaki pouciekają Lol

Gienek
Obrazek użytkownika Gienek
Offline
Ostatnio: 1 miesiąc 1 tydzień temu
Rejestracja: 06 mar 2014

Dzień szósty

Pobudka była bardzo wcześnie rano. Szybkie śniadanko i w drogę w kierunku granicy z Kenią. Jechaliśmy, jechaliśmy i było ciągle ciemno. Zdziwiło mnie, że pomimo iż było przed piątą rano i zupełnie ciemno to mijaliśmy na drodze dzieci idące do szkoły.

Na granicy z Kenią odprawa paszportowa, skanowanie odcisków palców, sprawdzanie międzynarodowych świadectw szczepień i już żegnaliśmy się z naszymi Tanzańskimi kierowcami, którzy przyznaję, że byli świetni. Przywitaliśmy się z nowymi kierowcami z Kenii, przeładowaliśmy bagaże do busów i w drogę. Kenia i Tanzania wbrew pozorom są zupełnie inne. W Tanzanii było czysto i były całkiem porządne drogi. W Kenii po obu stronach drogi zalegały śmieci a drogi były w złym stanie. W pewnym momencie wjechaliśmy na drogę o tragicznej nawierzchni. Bus skakał na wybojach, my lataliśmy po całym busie a kierowca zupełnie nie zwracał uwagi na nasze katusze tylko pędził przed siebie jak opętany. Po kilku godzinach takiej katuszy dotarliśmy w końcu do parku narodowego Masai Mara. Wszyscy byliśmy wytrzęsieni i poobijani. Na szczęście zrobiliśmy krótką przerwę na wyprostowanie kości i w drogę. Dziś w końcu dotarliśmy do najbardziej znanego parku w Kenii.

Pomimo iż Masai Mara i Sarangeti to w rzeczywistości jeden park, położony po obu stronach granicy Tanzańsko Kenijskiej, to niestety w Masai Mara było o wiele wiele mniej zwierząt. Nie było tych wielkich, ciągnących się aż po horyzont stad zwierząt. W Masai Mara jechało się i jechało się i od czasu do czasu spotykało się pojedyncze sztuki. Pod względem ilości zwierząt. Masai Mara przypominało to co widziałem dziesięć lat temu w Tsavo East, oczywiście poza czerwoną ziemią. Pomimo iż roślinożerców było mniej, to drapieżniki spotykaliśmy częściej.

Spotkaliśmy nawet parkę lwów,które wyglądały tak jakby szukały intymności. Niestety postanowiliśmy im przeszkodzić i popstrykać im mnóstwo fotek. W pewnym momencie lwy wkurzyły się i cicho porykując poszły sobie w inne miejsce.

Gdy mieliśmy już dość przeszkadzania drapieżnikom, ruszyliśmy w dalszą drogę. Odjechaliśmy zaledwie kilkanaście metrów od lwów, gdy nasz samochód ugrzązł w jakimś błocku. Lew przez cały czas bacznie obserwował nasz zakopany bus.

Jakoś nikt z nas nie kwapił się aby wysiąść z busa i popchnąć zakopany pojazd.Pomimo iż lew siedział kilkanaście metrów od samochodu, podjechał do nas drugi bus, obydwaj kierowcy wysiedli na zewnątrz, nie śpiesząc się kierowcy zaczepili linkę holowniczą i drugi bus wyciągnął nas z błocka. Pomimo iż lwa od nas dzieliło kilka susów, to jednak drapieżnik postanowił nie zapolować na naszych kierowców.

Kolejnym punktem programu tego dnia był postój nad rzeką Mara.

Po jakimś czasie jeżdżenia po parku,natrafiliśmy znów na lwy.

I wiele wiele innych zwierząt

W pewnym momencie usłyszeliśmy od naszej przewodniczki z Rainbow „Chcecie zobaczyć gepardy?” Oczywiście, że chcieliśmy. Tego drapieżnika jeszcze nie widzieliśmy. Nasze busy ruszyły pędem.

Po gepardach ruszyliśmy w kierunku Lodge. Po drodze spotkaliśmy jeszcze pojedyncze zwierzaki. Następnego dnia z rana mieliśmy kierować się w stronę Nairobi i na tym zakończyć część objazdową wycieczki.

.

Trasę którą przebyliśmy tego dnia można zobaczyć klikając w ten link

CDN...

Podróżnik

Nel
Obrazek użytkownika Nel
Offline
Ostatnio: 13 godzin 7 minut temu
admin
Rejestracja: 04 wrz 2013

W Masai Mara zwierzaki tez ci dopisały ! jakie piekne lwy i gepardy i to tak blisko, super

Ale adrenalinka widzę,że też była he he

No trip no life

Gienek
Obrazek użytkownika Gienek
Offline
Ostatnio: 1 miesiąc 1 tydzień temu
Rejestracja: 06 mar 2014

Nel :

W Masai Mara zwierzaki tez ci dopisały ! jakie piekne lwy i gepardy i to tak blisko, super

Ale adrenalinka widzę,że też była he he

Może tego na zdjęciach nie widać ale zwierząt w Masai Mara było sporo mniej niż w Sarangeti. Spowodowane jest to porą roku i migracjami stad za pożywieniem. We wrześniu prawdopodobnie te ogromne stada byłyby po Kenijskiej stronie rzeki Mara

Podróżnik

Gienek
Obrazek użytkownika Gienek
Offline
Ostatnio: 1 miesiąc 1 tydzień temu
Rejestracja: 06 mar 2014

Dzień siódmy

Tego dnia od samego rana lało jak z cebra. Po śniadaniu ruszyliśmy naszymi busami w kierunku stolicy Kenii Nairobi. Stamtąd wieczorem mieliśmy wewnętrzny lot do Mombasy. Tego dnia przez cały czas jechaliśmy z małymi przerwami na wyprostowanie nóg

.

.

.

Po kilku godzinach jazdy dotarliśmy do Nairobi. Tam w dużym i nowoczesnym centrum handlowym zjedliśmy obiad, zrobiliśmy zakupy i ruszyliśmy dalej. Po drodze przy wyjeździe z Nairobi, lotnisko znajduje się poza miastem, mijaliśmy drugie co do wielkości slumsy na świecie.

.

.

Jak i całkiem ładne dzielnice.

.

.

Na lotnisko dotarliśmy sporo przed czasem. Odprawa bagażowa odbyła się bardzo sprawnie. Sam lot, który trwał ciut ponad godzinę odbyliśmy Kenijskimi liniami lotniczymi. Samolot wyglądał że jest w dobrym stanie technicznym, na pokładzie było bardzo czysto i pomimo iż lot był bardzo krótki, na pokładzie był darmowy katering. Tutaj wielki plus dla Kenijskich linii lotniczych. Już od bardzo dawna nie widziałem darmowego kateringu podczas lotów czarterowych.

Do hotelu Reff w Mombasie dotarliśmy późnym wieczorem. Odebraliśmy nasze bagaże te które musieliśmy zostawić wyjeżdżając na safari. Kolacja i nocleg. Kolejnego dnia ruszaliśmy do wybranych przez nas hoteli. Tak zakończyła się część objazdowa wycieczki. Drogę którą przebyliśmy tego dnia można zobaczyć klikając w ten link i ten link

.

CDN...

Podróżnik

Nel
Obrazek użytkownika Nel
Offline
Ostatnio: 13 godzin 7 minut temu
admin
Rejestracja: 04 wrz 2013

Gienek czekamy na dalsze wspomnienia z Kenii 

No trip no life

Gienek
Obrazek użytkownika Gienek
Offline
Ostatnio: 1 miesiąc 1 tydzień temu
Rejestracja: 06 mar 2014

Dzień 8 – 16 część stacjonarna wycieczki nad brzegiem Oceanu Indyjskiego

W hotelu Reef nocowaliśmy jedną noc po przylocie z Polski i jedną noc po powrocie z safari. Dobrze że tylko dwie noce, bo ten hotel jest naprawdę bardzo niskiej jakości. Kolejnego dnia z rana, po powrocie z safari, wsiedliśmy do busów i ruszyliśmy do wybranych przez siebie hoteli, w których mieliśmy spędzić drugi tydzień wycieczki. My wybraliśmy na wypoczynek hotel Neptune Village Beach Resort & SPA. Znajdował się on w tym miejscu – klik.

Jak widać na powyższej mapce hotel znajdował się na południe od Mombasy w słynnym Diani Beach. Przed wyjazdem przeczytałem, że na południe od Mombasy są najpiękniejsze plaże i nie zawiodłem się. Plaża przy hotelu była naprawdę piękna ale to za chwilę

Aby dostać się do hotelu, musieliśmy przejechać przez sporą część Mombasy, przeprawić się przez słynny prom, ten z filmu i książki „Biała Masajka”. Droga do hotelu to dobra okazja aby obserwować życie na wybrzeżu oceanu, jakże inne niż te wokół parków narodowych w głębi lądu.

Jechaliśmy przez tereny miejskie jak i wiejskie

Hotel w którym spędzaliśmy pobytową część wycieczki, to był wielki kompleks złożony z trzech hoteli sieci Neptune.

Najbardziej luksusowym hotelem z całej trójki był Neptune Palm Beach Boutique Resort & SPA. Mieszkańcy tego hotelu mogli korzystać z restauracji i basenów wszystkich trzech hoteli Neptune

Środkowym hotelem był Neptune Village Beach Resort & SPA. To w tym hotelu mieszkaliśmy i to w naszym hotelu jako jedynym z całej trójki były animacje. Mieszkańcy naszego hotelu mogli korzystać z infrastruktury naszego hotelu jak i Neptune Paradise.

Najbardziej wysuniętym na północ był hotel Neptune Paradise. Podobno pokoje w tym hotelu były świeżo po remoncie. Mieszkańcy tego hotelu mogli korzystać z infrastruktury swego hotelu jak i naszego.

W naszym hotelu Neptune Village Beach Resort & SPA, mieszkaliśmy w luksusowych piętrowych bungalowach. Mieliśmy kupiony pokój z widokiem na basen i częściowym na ocean.

Mieszkaliśmy na piętrze i do swojej dyspozycji mieliśmy całą górę domka. Mieliśmy pomieszczenie na walizki i buty, przestronny salon z telewizorem i sofą, sypialnię z wygodnym szerokim łóżkiem, garderobę i łazienkę z WC i prysznicem. Może moje odczucia spowodowane są tym, że nie jestem zbyt wymagającym, lecz jak na mój gust to był zupełny czad i ful wypas.

Hotel posiadał dwa dość spore baseny, i cztery restauracjo bary. Jedzenie było bardzo smaczne i zróżnicowane. Jednym słowem każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Jak na mój gust było zbyt mało rodzai drinków, choć te dostępne w all inclusive były bardzo smaczne. Nawet koczkodany przepadały za nimi. Pewnego razu siedząc w barze na chwilę oddaliłem się od drinka, wracam a tu koczkodan siedzi na krześle i chłepce mój drink. Co prawda odgoniłem koczkodana od drinka, lecz nie miałem ochoty pić z tej samej szklanki co małpa. Pozostało mi do wyboru wylanie drinka lub oddanie go koczkodanom. Wybrałem to drugie.

Na terenie hotelu było dwa rodzaje małp. Już wspomniane koczkodany, które wszędzie się wciskały, kradły drinki i jedzenie oraz chętnie bawiły się z gośćmi hotelowymi.

Jak i takie zupełnie czarne z białymi kudłami z obu strony pyska. Czy ktoś wie jaki to gatunek małp? Nigdy wcześniej nie widziałem takiej małpki. Te czarne małpki były spokojne i nie zaczepiały ludzi ani nic nie kradły.

Poniżej kilka zdjęć z hotelu i plaży.

Kenijskie plaże to drobny i biały jak śnieg piach. Pracownicy hotelu regularnie sprzątali przyhotelową plażę. Dzięki temu można było chodzić bez butów. Pomimo iż z nieba lał się żar, piach nie był wcale gorący. Przeciwieństwo tego co pamiętam z Gambii. O ile piach był o wiele zimniejszy niż w Gambii, o tyle Ocean Indyjski był aż gorący. 28st. C to norma.

Hotelowy ogród porastały gęsto posadzone palmy. To ich cień powodował, że można było skorzystać z dobrodziejstwa leżaków, choć nawet w cieniu było nieznośnie gorąco. Na słońcu, chyba nikt nie wytrzymywał zbyt długo. Na wszędobylskich palmach rosło mnóstwo kokosów. Aby nikt nie oberwał spadającym kokosem, to obsługa hotelu wchodziła na palmy i zrywała najbardziej dojrzałe orzechy

Potem, jeśli ktoś miał ochotę, mógł poprosić Pana aby otworzył maczetą kokos. Zawartość świeżego kokosa jest naprawdę bardzo smaczna.

I to już koniec relacji. Bardzo cieszę się, że udało się nam przeżyć tą wycieczkę zanim świat ogarnęła pandemia kronawirusa. Jak do tej pory to mój nr 1 wśród wycieczek. Mam nadzieję, że pandemia koranowirusa uspokoi się i będę mógł kolejną relację napisać już za rok

THE END.

Podróżnik

mabro
Obrazek użytkownika mabro
Online
Ostatnio: 1 godzina 14 minut temu
Rejestracja: 26 wrz 2013

Gienek, z dużym sentymentem czytałam Twoją relację Biggrin Widzę, że w Kenii niewiele się zmieniło od czasu kiedy ja byłam (a było to wiele lat temu). Chętnie tam jeszcze wrócę tylko niech ten koronawirus odpuści... 

Co do małp czarno-białych to pewnie były gerezy. Jest ich kilka rodzajów - może to gerezy abisyńskie?

Strony

Wyszukaj w trip4cheap

Ankieta

Jakiego urządzenia najczęściej używasz korzystajśc z forum ?