Madera - dlaczego warto tam jechać?

69 posts / 0 nowych
Ostatni wpis
Strony
apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 3 lata 9 miesięcy temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Nelcia, dzięki za uzupełnienie, ja w wiedzy o piłce nożnej nie jestem biegła....

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 3 lata 9 miesięcy temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Po powrocie - spokojne popołudnie nad basenem. Ręczniki kąpielowe czekały na nas w pokoju, nie trzeba było nigdzie po nie chodzić, żadnych depozytów pieniężnych, czy żetonów. Jak się je chce wymienić idzie się do przebieralni, gdzie leży ich cały sztapelek, i bierze się samoobsługowo.

Z łóżkami do opalania też nigdy nie było problemu, może dlatego, że większość gości hotelowych wyrusza na całodzienne wycieczki. Widać to przy śniadaniu, gdzie większość osób przychodzi już gotowa do drogi. Oznaką tego są ciężkie górskie buciory, plecaczki, czasem równiez kijki, przewodniki po lewadach. Tak nie wygladają turyści wybierający się na plażę....

Można sobie zamówić drinka lub coś zimnego do picia w kawiarni, kelner przyniesie do łóżeczka. Ale po co? Jest dość drogo, a samemu można sobie coś przynieść z własnej lodówki z pokoju, nikt do nikogo nie ma o to pretensji. Głośno zachowujących się dzieciaków też się nie uświadczy. Madera, to jednak nie jest wymarzona destynacja na wypoczynek z młodszą latoroślą....

Zarówno ten fakt, jak i możliwość kąpieli o każdej porze dnia sprawiają, że panuje tu kompletny luzik, rzadko gdzie spotykany.

Wszystko i wszyscy frontem do gości....

Okazuje się, że jest bogaty program animacji dziennych przy basenie i w ogrodzie. Joga, wyciszające medytacje, terapia muzyką, aerobik - takie raczej spokojne spędzanie czasu.

Dwie godziny pełnego relaksu przy basenie, to dla nas maksimum , które jesteśmy w stanie wytrzymać. A zatem idziemy na spacer po okolicy, ale w odwrotną stronę niż ciągnie się bulwarek nadmorski. W taką jeszcze względnie dziką "ostoję zwierzyny". Ale już pewnie niedługo..... z pewnością na tak fantastyczne miejsce już sobie ostrzą zęby hotelarze lub deweloperzy.

Ponieważ zjedliśmy solidny lunch, kolacyjkę zamierzamy sobie przygotować sami w naszej kuchni. Wypróbujemy te wszystkie urzadzenia!

W pobliżu hotelu znajduje się nowoczesne centrum handlowe Madera Forum, a w nim na parterze hipermarket Pinga Doce - bardzo dobrze zaopatrzony. Kupujemy dużą rybę, wielkie oliwki, dwa rodzaje sera, pomidory i awokado, a także ciepłe jeszcze tutejsze pieczywo bolo de caco, no i oczywiście butelkę wina.

O tych bolo de caco sporo się naczytałam, ale dziś je w końcu spróbujemy. Są to okragłe placki, grubsze od pity o średnicy około 20 cm. Robi sie je z mąki, drożdży, wody i soli, dodając słodkie ziemniaki - bataty. Wprawdzie ten kupiony w hipermarkecie nie był aż tak dobry, jak kupowane później w małych wioseczkach z lokalnych piekarni, to jednak bardzo się w nich rozsmakowałam.

W tych tradycyjnych piekarniach piecze się je w piecach opalanych drewnem na płaskich, rozgrzanych kamieniach.

Robimy sobie kolacyjkę na balkonie, baaardzo smaczną i niedrogą. Z dołu dobiega cicha muzyczka animacyjna, słońce wolno obniża swa codzienną wedrówkę, by po chwili zniknąć za klifem, pozostawiając jedynie purpurową poświatę na niebie i takież odbicie na powierzchni oceanu...

Nel
Obrazek użytkownika Nel
Online
Ostatnio: 47 minut 29 sekund temu
admin
Rejestracja: 04 wrz 2013

Apisku,

przepiekny widoczek mialas zarowno z balkonu jak i lezaczka .. można sobie siedziec, winko popijac i nie przebierając nogami  Lolpodziwiac super widoczki   Smile

No trip no life

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 3 lata 9 miesięcy temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Nelcia, to ja taka frajerka jestem, nie wykorzystuję takich możliwości. Ciągle nas gdzieś nosi. Na leżaczku to z pięć razy leżeliśmy, mooooże....

Wieczorem częściej korzystaliśmy z widoczku balkonowego, bo ja uwielbiam zachody słońca i często -  jeśli jest taka możliwość - nawet pod tym kątem wybieram hotele.

Nel
Obrazek użytkownika Nel
Online
Ostatnio: 47 minut 29 sekund temu
admin
Rejestracja: 04 wrz 2013

apisek :

Nelcia, to ja taka frajerka jestem, nie wykorzystuję takich możliwości. Ciągle nas gdzieś nosi. Na leżaczku to z pięć razy leżeliśmy, mooooże....

Wieczorem częściej korzystaliśmy z widoczku balkonowego, bo ja uwielbiam zachody słońca i często -  jeśli jest taka możliwość - nawet pod tym kątem wybieram hotele.

Apisku,

hm ja tez leżaczkowa za bardzo nie jestem... szkoda mi czasu na leżakowanie, skoro tyle pięknego świata dookoła.. Smile

No trip no life

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 3 lata 9 miesięcy temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Dziś niedziela. Mamy nadzieję, że w końcu uda nam się zwiedzić katedrę - Se.

Dotychczas nie mieliśmy szczęścia, stale była zamknięta.

Idziemy promenadą nadmorską, a tu nagle do męża podchodzi zgrabna panienka i proponuje przejażdżkę katamaranem wzdłuż wybrzeża. Czemu nie? Nie mamy konkretnych planów na popołudnie, możemy się wybrać. Mąż ma chyba nadzieję, że ta panienka będzie powozić katamaranem, ale się przeliczył – ona tylko sprzedaje bilety....

Bilety na 3 - godzinny rejs kosztują 25 E od głowy.

Ale na razie - kierunek katedra. Kończy się akurat msza, by nie przeszkadzać w nabożeństwie włóczymy się po uroczych okolicznych uliczkach.

Po kwadransie możemy wejść i zwiedzić wnętrze tej wybudowanej na początku XVI wieku katedry. Szczególnie ciekawy jest sufit wykonany z cedrowego drewna, bogato rzeźbiony, inkrustowany masą perłową oraz stojąca tuż przy wejściu chrzcielnica. Na zewnątrz, po prawej stronie znajduje się pomnik naszego papieża, który odwiedził tę świątynię na początku lat dziewięćdziesiątych ub. wieku.

Modlę się, żeby mąż nie wpadł na pomysł zwiedzania muzeów. Zostawmy je sobie na ewentualną brzydszą pogodę. Na szczęście nie ma dziś takiego zamiaru....

Włóczymy się po Starym Mieście. Wąskie uliczki brukowane otoczakami, dwupiętrowe kamieniczki z charakterystycznymi obramowaniami okien i drzwi twardą wulkaniczną skałą. Na podwórkach kwiaty w doniczkach, w oknach - pranie, na progach domów siedzą mieszkańcy i ucinają pogawędki z sąsiadami. A poza tym knajpki, restauracje ( niektóre bardzo eleganckie ), puby, sklepy z rękodziełem artystycznym, pamiątkami ( niekoniecznie bardzo artystycznymi ) itp.

Wchodzimy na najstarszą uliczkę miasta – Rue de Santa Maria. Na niej jest najwięcej turystów i wytwornych restauracji. Wpada nam w oko pięknie ukwiecona , z małą kaskadą wodną na tarasie restauracja Arsenio. Zjadamy tu niewielki lunch i dowiedziawszy się, że wieczorem będzie koncert fado rezerwujemy stolik na godzinę 20.

Mamy jeszcze trochę czasu do godziny 15, o której wypływamy w rejs katamaranem, więc idziemy zobaczyć fortecę de Sao Tiago. Pomalowana na intensywnie żółto twierdza została wybudowana w XVII wieku i miała za zadanie chronić miasto przed napadami piratów. Chyba wpadali w panikę na sam widok tego zajebisto żółtego kolorku....

Tuż za fortecą jest niewielka publiczna plaża, obok łodzie rybackie wyciągnięte na brzeg. Nieco wyżej nad twierdzą stoi w cieniu platanów ładny barokowy kościół pod wezwaniem Santa Maria Maior.

Na placyku przed kościołem ławeczki z pięknym widokiem na zatokę. Chwilę odpoczywamy i ruszamy w kierunku nabrzeża, skąd odpływają stateczki wycieczkowe.

Nadszedł czas na rejs po Atlantyku...

momita
Obrazek użytkownika momita
Offline
Ostatnio: 10 miesięcy 5 dni temu
Rejestracja: 03 wrz 2013

Apisku Ja nawet nie chcę sie już powtarzac o Twoich zdonosciach pisarskich, Madere przeczytałam wiele razy i jest na mojej liście, tylko ciezko od nas z lotami, bardzo drogie.

Ze zdjęciami - mam wrażenie, że czytam nową relację..Good 

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 3 lata 9 miesięcy temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Momi, dzięki. Wreszcie się naumiałam wrzucać fotki i faktycznie ja też o wiele wolę  czytać relacje z fotami, niż potem oddzielnie je oglądać, gdzie nie wiadomo, które zdjęcie do czego przypasować

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 3 lata 9 miesięcy temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Nasz katamaran - ZONACAT - stoi już przy nabrzeżu. Nie ma na nim uroczej panienki, która sprzedała nam bilety, za to jest trzech przystojniaków - członków załogi. Na pokładzie kilkanaście osób, sami cudzoziemcy. Katamaran czysty, przestronny, można usiąść na ławkach przy stolikach lub rozłożyć się w słoneczku na siatce rozpiętej pomiędzy dwoma pływakami na dziobie.

Trzy młode Angielki rozebrały się do rosołu i położyły na tej siatce, kompletnie pochłaniając uwagę załogantów. Ich oczy bardziej śledzą każdy ruch panienek, niż obserwują sytuację na morzu. Czy aby nie staranujemy jakiegoś innego stateczku?????

Najpierw płyniemy w stronę trzech wysepek Ilhas Desertas w kierunku wschodnim, tam najczęściej pojawiają się delfiny.

A tymczasem podziwiamy panoramę miasta - po raz pierwszy widzianą z wody. Palmowa promenada, domy z czerwonymi dachami stojące jakby jeden nad drugim, a powyżej zielone wzgórza, z Monte na czele. W dali majaczą przesłonięte częściowo chmurami najwyższe szczyty Madery.

Jeden z załogantów siedzi wysoko z lornetką i wypatruje interesujące obiekty pływające w postaci delfinów i wielorybów.

I nagle wrzask - są delfiny!!!! Jest ich kilka, szare cielska zgrabnie wyskakują z wody, otaczają nasz katamaran ze wszystkich stron, prześcigają się nawzajem. Wyglądają jakby były zainteresowane naszym towarzystwem, albo jakby je ktoś specjalnie zaangażował do zabawiania nas. Oczywiście trzeba mieć refleks, żeby zrobić im fotkę w locie – nam się nie udało.

To zupełnie co innego widzieć ich radosne gonitwy na wolności, niż przyglądać się cyrkowym wyczynom w rodzaju delfiny bawią się piłką lub skaczą przez obręcz w ciasnych basenach. Kiedyś, dawno temu daliśmy się wrobić w taką atrakcję, pierwszy i ostatni raz w życiu. Gdyby nie było chętnych do oglądania tego typu żałosnych ( w każdym razie dla miłośników zwierząt ) widowisk, nikt nie maltretowałby w ten sposób tych przyjaznych człowiekowi istot.

Katamaran zawraca w odwrotnym kierunku. Teraz płyniemy, by obejrzeć drugi co do wysokosci klif w Europie - Cabo Girao.

Atlantyk jest bardzo czysty i przejrzysty, w słońcu ma niesamowicie granatowo - szafirowy kolor, gdy tylko nadejdzie chmurka robi się szaro - bury.

W pewnym momencie znów alarmują nas chłopcy z załogi ( z niechęcią porzucając towarzystwo Angielek ), tym razem dojrzeli wieloryba. Wieloryby wprawdzie migrują od maja do października w rejonie Madery, ale nie są tak często widywane jak delfiny.

Z uwagą wpatruję się we wskazanym kierunku, i faktycznie od czasu do czasu wyłania się z wody kawałek potężnego czarnego cielska, a chwilę później tryska fontanna wody.

Płyniemy równolegle z wielorybem ( okazało się, że to kaszalot, jeden z największych wielorybów dochodzących do 12 m. długości ) w bezpiecznej odległości, żeby go nie spłoszyć. Wynurza się dostojnie w regularnych odstępach czasu, by nabrać powietrza. Zupełnie inaczej się zachowuje niż wesoło baraszkujące delfiny.

Po jakiś 10 minutach wykonuje gwałtowny skok, wysoko w górę wystrzela ogromny ogon ssaka, by po chwili zapaść się w głębie oceanu. Kapitan informuje, że to koniec widowiska, wieloryb na najbliższe 20 minut zanurkuje w głębsze rejony i nie wiadomo gdzie ponownie wypłynie by zaczerpnąć powietrza.

Zbliżamy się do Cabo Girao. Teraz widać wyraźnie wysoką, skalistą ścianę pnącą się ku niebu.

U podnóża niewielkie poletka uprawne z warzywami. Rolnicy zbierają płody rolne, transportują je łódkami kawek po morzu, a następnie wwożą na wysoki brzeg przy użyciu prowizorycznej kolejki linowej.

Pora na kąpiel w morzu. Chętne są tylko trzy Angielki i pan kapitan. My też z przyjemnością byśmy popływali w tej kryształowej toni, ale .....gdyby woda była o 5 stopni cieplejsza.

A to bliźniaczy katamaran

 

Wracamy do portu po godzinie 18.

Nel
Obrazek użytkownika Nel
Online
Ostatnio: 47 minut 29 sekund temu
admin
Rejestracja: 04 wrz 2013

O rany,Apisku ale miałas farta   Smile  , ja nie natrafiłam na Maderze na wieloryby   Sad...były delfinki i żółwie

No trip no life

Strony

Wyszukaj w trip4cheap