Wenecja - dlaczego warto tam jechać?

56 posts / 0 nowych
Ostatni wpis
Strony
apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 1 rok 6 miesięcy temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Widząc u Alicji spadek zainteresowania otaczającym światem, decydujemy się dać jej chwilę kompletnego relaksu.

W rejonie starego miasta miejsc odpoczynku jest niewiele. Bardzo brakuje ławek, szczegónie nad kanałami, czy na nabrzeżu , gdzie można by przysiąść i napawać się widokiem. Władze miejskie wychodzą z założenia, że odpocząć to sobie można w niezliczonej ilości knajpek, żeby właściciel i miasto miały z tego jakiś pożytek!!!

Na Placu Sw Marka jest nawet zakaz siadania na schodach i murkach przy pomnikach.

Chyba w żadnym innym mieście takich praktyk się nie stosuje...ja w każdym razie nie kojarzę.

Jest wprawdzie całkiem spory i przyjemny park, ale raczej nikomu do niego nie jest po drodze....

Ale i w tej aglomeracji jest bardzo fajne miejsce na totalny relaksik.

To wyspa Lido.

Na samą myśl o tym miejscu mam miłe wspomnienia. Oaza zieleni, ciszy, gustownych pensjonatów, willi w ogrodach.

Wiem , że Alicji Lido również przypadnie do gustu – plaża, ciepłe morze, lodziarnie, parki i pola zabaw dla dzieci.

Jeśli ktoś ma ochotę wybrać się w czasie pobytu w Wenecji na plażę jest jeszcze druga alternatywa. Promem lub vaporetto można dopłynąć do niedalekiej miejscowości Punta Sabbioni, ale my tam już nie dotarliśmy.

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 1 rok 6 miesięcy temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Lapiemy kolejne vaporetto i płyniemy na Lido. Dostać się tu można także promem, jako że jest tam normalny ruch samochodowy, a nawet jeżdżą autobusy, na które ważny jest nasz Tourist Pass.

W czasie 40-minutowego rejsu mijamy szereg wysepek. Niektóre są bezludne, bagniste, porośnięte trzciną, zamieszkałe jedynie przez ptaki wodne. Na niektórych stoi tylko jeden domek, a jeszcze na innych widać całkiem sporo zabudowań wraz z kościołem.

I już z daleka ukazuje się wyspa Lido w postaci długiego na 12 km wąskiego pasma lądu, oddzielającego Adriatyk od bagiennej Laguny Weneckiej.

Niegdyś głównym zadaniem wyspy było chronienie Wenecji przed sztormami i przypływami, obecnie jest to ulubione miejsce wypoczynku bogatych turystów zagranicznych oraz włoskich celebrytów.

Już w połowie 19 wieku zaczęła tu przyjeżdżać elita z całej Europy. Budowano eleganckie, stylowe wille, pensjonaty i hotele oraz restauracje.

Powstawały parki, ogrody w egzotyczną roślinnością, zagospodarowano plaże.

Powstał luksusowy kurort, gdzie także organizowany jest Wenecki MiędzynarodowyFestiwal Filmowy w Palazzo del Cinema, a gwiazdy mieszkają w sąsiadującym hotelu Grand Hotel Excelsior. Jest to najstarszy festiwal filmowy na świecie organizowany od 1932 roku.

Po zejściu na ląd trafiamy na główną promenadę – Gran Viale Santa Maria Elizabetta, przy której znajdują się stylowe butiki, eleganckie kawiarnie oraz pensjonaty.

 No i wreszcie jest zielono...

Tu już nie ma rozbieganego tłumu turystów z mapkami miasta i aparatami fotograficznymi.

Przy kawiarnianych stolikach w ogródkach siedzi  towarzystwo w wieku mocno dojrzałym, nikt się nie śpieszy, jednodniowi turyści rzadziej tu docierają.

W małym ogródku trattorii jemy lanczyk.

 

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 1 rok 6 miesięcy temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Następnie dochodzimy do zadrzewionego i zacienionego nadmorskiego bulwaru Lungomare.

I już jesteśmy na plaży.

Nie za piękna to plaża, zwykła, publiczna, mocno zagęszczona, ale najważniejsze, że jest mokry i ciepły Adriatyk!!!!

Od razu pakujemy się do wody i tak praktycznie z niej nie wychodzimy przez 3 godziny.My z mężem na zmianę, Alicja non stop.

Jak już się wymoczyliśmy i trochę ochłodziliśmy, to wędrujemy brzegiem morza oglądając nadmorskie hotele i wille.

Za daleko nie dochodzimy, jako że dla plebsu wstęp wzbroniony – tu się zaczynają plaże prywatne dla gości hotelowych.

Z powrotem trafiamy na bulwar nadmorski tuż przy jednym z najbardziej luksusowych tutejszych hoteli – Hotel des Bains. Pamiętamy ten hotel z poprzedniego pobytu, niestety teraz stoi opustoszały i niszczeje. Ciekawe, co się stało????? W tym właśnie hotelu kręcono wiele scen do filmu "Smierć w Wenecji".

Kąpiele wodne i słoneczne dały nam mocno w kość, no i ta wędrówka po Murano...pragniemy więc już wracać do naszego hotelu.

A przed nami jeszcze rejs do miasta, zmiana vaporetto i dalsza droga autobusem.

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 1 rok 6 miesięcy temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Kolejnego dnia dalszy ciąg atrakcji!!!

Dla naszej wnuczki wielką radochą są rejsy vaporetto. I wcale się nie dziwię!!!!

Wokół woda, fajne widoczki, bryza od morza pozwala jakoś wytrwać w upale, od czasu do czasu chlupnie morską wodą, no i przede wszystkim nogi się nie męczą...

W pełni podzielam jej poglądy, choć mąż pewnie wolałby się szwędać po kościołach, czy muzeach. Ale nie ma lekko- ten wyjazd jest pod wnuczkę, a poza tym to my stanowimy większość.

Wystarczy, że z vaporetta obejrzymy starą Wenecję.

A dzisiaj płyniemy na kolejną wysepkę – Burano. To właśnie okaże się moim NUMERO UNO.

Coś ja mam słabość to wszystkich wysp i wysepek...

Wenecja leży na wyspie – jest pełna unikalnych zabytków, wspaniałych budowli i kościołów, malowniczych kanałów z gondolami, ale przerażają mnie wszechobecne tłumy ludzi, gwar, ruch, stragany, nachalni sprzedawcy...

Murano też leży na wsepce – słynie z produkcji oryginalnych wyrobów szklanych, domy są tu nie tak okazałe jak w Wenecji, skromniejsze kościoły, nie ma gondoli i luksusowych jachtów. Ale plusem jest to, że są tu również urocze kanały, ale jest o wiele mniejszy tłok, można swobodnie poruszać się po wąskich uliczkach.

Trzecia wysepka Burano leży jeszcze dalej od centrum miasta, a więc rzadko który jednodniowy turysta tu dociera.

I przez to Burano ma dla mnie tyle uroku. Ale to nie wszystko!!! Ta wyspa kojarzy mi się z dwoma słowami: koronkowa i kolorowa, słynie bowiem głównie z przepięknych koronek oraz jaskrawo pomalowanych domków.

Na Burano płyniemy przeszło godzinę i to z przesiadką. Jednak sporo czasu trzeba poświęcić na tą eskapadę!!!

Tuż przy nabrzeżu jest nieduży park, gdzie w cieniu schronili się przed upałem starsi mieszkańcy wyspy.

Wchodzimy w labirynt wąskich uliczek, na razie kanałów jeszcze nie widać...

 I dochodzimy do głównego deptaku.

Tak jak na Murano wszystkie niemal sklepy oferowały szkło, tak tutaj jest królestwo koronek.

Można kupić malutką chusteczkę z koronkową mereżką, ale i całą suknię wykonanę z delikatnej koronki nawet za kilka tysięcy Euro.

Kupujemy Alicji koronkową parasolkę, bo słońce praży bez opamiętania...

Pojawiają się kanały i mostki co chwilę łączące oba brzegi, z których są fantastyczne widoki.

Nie tylko domy są kolorowe, łódki też...

Wszystkie domy w Burano pomalowane są na kolorowo. Podobno jest to już wielowiekowa tradycja, niegdyś bowiem rybacy wracający z połowów chcieli już z daleka rozpoznać swoje domy. A takie jaskrawe kolorki nawet w porannej mgle dobrze wpadały w oko...

Zwyczaje te są do dziś kontynuowane, jednak obecnie trzeba uzyskać przy każdorazowym malunku akceptację lokalnych władz. Chodzi o to by domy stojące obok siebie miały różne kolory.

Ja na ogół nie lubię takich krzykliwych kolorków, ale tu mi jak najbardziej pasują.

A szczególnie podobają mi się odbicia tych różnobarwnych domów w spokojnej wodzie kanałów.

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 1 rok 6 miesięcy temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Glównym deptakiem dochodzimy do centralnego placu – Piazza di Galuppi. Znajduje się tu kilka knajpek, sklepiki z koronkami i kościół pod wezwaniem San Martino z lekko krzywą wieżą.

W pobliżu jest także Muzeum Koronkarstwa, ale sobie je odpuszczamy.

Idziemy za to na brzeg morza, gdzie znajdują się tereny rekreacyjne.

Wreszcie można przysiąść wśród zieleni!

Alicja jęczy, że chce się wykąpać, ale tu nie ma plaży, tylko strome kamienne nabrzeże....

Po krótkim odpoczynku wchodzimy w prawie puste uliczki, tylko z rzadka spotykamy jakiś leciwych mieszkańców.

Wszystko jest tu takie kameralne, w mikro skali. Cisza, spokój, tylko gdzieniegdzie miejscowe kobitki wzmieniają najnowsze ploteczki w cieniu kolorowych domków.

Bardzo nam się tu podoba.

janjus
Obrazek użytkownika janjus
Offline
Ostatnio: 1 miesiąc 4 tygodnie temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Apisku,

  Do Wenecji mam sentyment,bo 20 lat temu pierwszy wyjazd za granicę na objazdówke i zaczynalimy od Wenecji,dlatego bardzo dobrze zapamiętałem Wenecję ze szczegółami.Murano ,tak podoba się ,ale trzeba więcej czasu,a nie jeden dzień.W Lido mieliśmy nocleg i do późnej nocy spacerowaliśmy po plaży,a zmęczeni byliśmy okrutnie.Te kolorowe domki nad kanałami naprawdę przypominają mi te z Port grmaudPreved

Żeglarstwo – najdroższy sposób najmniej wygodnego spędzania czasu.

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 1 rok 6 miesięcy temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Janusz, no więc mnie się od razu na tych twoich fotkach rzuciło w oczy podobieństwo...

A że bardzo mi Burano do serca przypadło to jestem na takie widoczki wrażliwa!

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 1 rok 6 miesięcy temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Ciekawe są malutkie tarasiki wygospodarowane na dachach budynków. Wyobrażam sobie, jakie stamtąd są widoczki!!!!

Alicja jest coraz bardziej marudna i chyba zmęczona, więc gdy tylko przysiadamy nad kanałem, przysypia na kamieniach...

Budzi się na wieść, że się ewakuujemy. Ale nie ma lekko, jeszcze parę uliczek zaliczymy!

A teraz ponowna ucieczka na plaże Lido, gdzie wszyscy regenerujemy siły...Już jutro wyruszamy w rejs, podczas którego raczej nie będzie czasu na plażowanie, więc trzeba się nacieszyć choć taką niezbyt urokliwą plażą!!!

Nelcia
Obrazek użytkownika Nelcia
Offline
Ostatnio: 16 godzin 23 minuty temu
admin
Rejestracja: 04 wrz 2013

ale padła ze zmęczenia bidulka.. kapelusz pod głowe i spi

No trip no life

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 1 rok 6 miesięcy temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Musi sobie radzić w podróży!!!

Strony

Wyszukaj w trip4cheap