...

 


 


Południowa Kalifornia - dlaczego warto tam jechać?

140 posts / 0 nowych
Ostatni wpis
Strony
Nelcia
Obrazek użytkownika Nelcia
Offline
Ostatnio: 5 godzin 35 minut temu
admin
Rejestracja: 04 wrz 2013

Park super sie zapowiada Smile kaktusy wspaniale Good

No trip no life

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 1 rok 10 miesięcy temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Kiwi, pomniczydło, bo raczej trudno to coś inaczej nazwać będzie w swoim czasie. Chcę zachować chronologię zwiedzania...

Nelcia, właśnie u ciebie napisałam, że podobne klimaty.

Przechodzimy mostkiem nad ruchliwą drogą szybkiego ruchu i już jesteśmy na placu z fontanną w pobliżu okazałego gmachu muzeum Historii Naturalnej.

Dziś jest niedziela, więc walą tłumy ludzi. Trochę mi to przeszkadza w spokojnym krążeniu po parku. No, ale przyjdę tu jeszcze w zwykły dzień przed południem, by w ciszy i spokoju kontemplować to piękne miejsce.

Przechodzimy teraz przez Spanish Village, czyli Wioskę Hiszpańską, gdzie znajdują się małe galerie sztuki. Rzemieślnicy, a jest ich około 40, na miejscu wyrabiają różne cudeńka, które potem sprzedają w małych sklepikach usytuowanych wśród bujnej roślinności. Można tu nabyć obrazy, rzeźby, ceramikę, dmuchane szkło, gustowne upominki. Są tu też małe knajpki, urocze zaułki, schodki, placyki...

Dochodzimy do głównego bulwaru spacerowego – El Prado, na którym faluje kolorowy tłum.

Tu znajduje się wiele budynków w bardzo ozdobnym stylu renesansu hiszpańskiego. Zadziwiają koronkowymi rzeźbieniami....

Po drodze mijamy potężną drewnianą konstrukcję w kształcie kopuły, w krórej znajduje się ogród botaniczny. Wstęp jest bezpłatny, warto wejść i obejrzeć choćby ekspozycję orchidei, choć właściwie caluteńki park to jeden wielki ogród botaniczny....

 

Przed nim jest rozległa sadzawka z kolorowymi rybami i roślinnością wodną.

Nieco dalej w dużej muszli koncertowej znajdują się największe na świecie ograny stojące prawie pod gołym niebem. Nie jest to zamknięty budynek, ale ze względu na unikatową wartość organów przysłonięte są one żaluzją, która jest podnoszona tylko w czasie koncertów. Odbywają się one w każdą niedzielę o godzinie 14, my już jednak będziemy o tej porze gdzie indziej....

Przechodzimy w kierunku najwyższej budowli na terenie parku, a mianowicie Museum of Man, gdzie znajdują się eksponaty o tematyce antropologicznej. Mnie jednak niezbyt interesuje to co znajduje się w środku, tylko pięknie, wręcz koronkowo rzeźbiona wysoka wieża .

Tuż za muzeum znajduje się stary teatr – Old Globe Theatre.

Niesposób za pierwszym razem obejrzeć wszystkie ciekawe miejsca w Parku Balboa. Przyjdę tu oczywiście raz jeszcze by zwiedzić tutejsze ZOO i wówczas bez pośpiechu i weekendowego tłumu odwiedzę to miejsce z przyjemnością.

 Powiem wam, że w życiu bym się nie spodziewała zobaczyć tylu interesujących budowli....w Ameryce!!!

Plumeria
Obrazek użytkownika Plumeria
Offline
Ostatnio: 4 miesiące 3 tygodnie temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Pięknie,piękne ogrody, park, kwiaty,  ale mi się podoba!!!!

Asia
Obrazek użytkownika Asia
Offline
Ostatnio: 2 lata 3 miesiące temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Apisku znowu nam serwujesz nowy kierunek krok po kroczku Drinks Bardzo się cieszę Clapping

...nieważne gdzie, ważne z kim...

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 1 rok 10 miesięcy temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Plumeria, my przecież jeździmy swoimi śladami. A więc Kalifornia czeka....

 Asia, cieszę się, że mi towarzyszysz.

Ponieważ zrobiło się bardzo ciepło postanawiamy zakosztować trochę uroków okolicznych plaż. Na pierwszy ogień wybieramy wyspę Coronado leżącą w pobliżu centrum. Tak naprawdę, to nie jest to wyspa, gdyż łączy ją z lądem stałym wąski pas ziemi, ale ze względu na to, że jest on tuż przy granicy z Meksykiem, a więc w dużej odległości wybudowano most łączący tę niby – wyspę z centrum, znacznie ułatwiając i skracając do niej podróż. Most ma trzy i pół kilometra długości i ponad 70 metrów wysokości, tak aby mogły przepłynąć pod nim nawet największe statki. Jest bardzo piękny pod względem architektonicznym, ma elegancką lekką konstrukcję.

Właśnie przejeżdżamy po nim autobusem zmierzając ku plaży...... Jest to namiastka jazdy rollcasterem, gdyz most bardzo stromo wznosi się w górę, by następnie równie ostro spadać w dół.

Na wyspę Coronado można się dostać również promem.

Znaczną część wyspy zajmują niezbyt malownicze tereny wojskowe. W San Diego ma bowiem swą główną siedzibę zarówno dowództwo marynarki wojennej, jak i lotnictwa odpowiedzialne za obronę terytorium amerykańskiego od strony Pacyfiku.

Po minięciu bazy wojskowej wjeżdżamy w elegancką dzielnicę z fantastycznymi willami w ogrodach rozlokowanymi w cichych uliczkach.

 A w centrum weekendowy ruch

Stąd już blisko do plaży.

A tuż przy samej plaży stoi zabytkowy, pochodzący z 1888 roku Hotel del Coronado. Gdy go oddano do użytku był największym hotelem na świecie ze swoimi 680 pokojami.

 

W ogóle bardzo ciekawa jest historia tego hotelu. Został on zbudowany całkowicie z drewna w stylu wiktoriańskim i posiadał jako pierwszy hotel na świecie elektryczne oświetlenie. Sam Edison nadzorował instalowanie elektryczności w tym hotelu.

Jak na tamte czasy był bardzo nowoczewsny, posiadał basen z oceaniczną wodą, korty tenisowe, klub jachtowy i bogate wyposażenie gimnastyczne.

Już przed II wojną był bardzo modnym i snobistycznym miejscem odwiedzanym przez znanych polityków oraz aktorów, takich jak Książę Walii Edward, Charlie Chaplin, Rudolf Valentino czy Clark Gable.

W czasie wojny hotel Coronado był siedzibą pilotów, gdyż już wówczas w pobliżu znajdowała się istniejąca do dziś główna baza marynarki wojennej i lotnictwa USA biorąca udział w walkach w rejonie Pacyfiku.

Po wojnie hotel miał wzloty i upadki, zmieniali się właściciele, aż w końcu kupił go miejscowy miliarder, który zainwestował w jego modernizację kilkaset milionów dolarów.

W hotelu zatrzymuje się cała śmietanka towarzyska z prezydentem Barrackiem Obamą na czele poprzez gwiazdy filmowe i celebrytki takie jak Madonna, Barbara Streisand, Woopi Goldberg, Brat Pitt, czy Kevin Kostner .

Nakręcono tu wiele filmów między innymi "Pół żartem, pół serio" i seriali, był także miejscem akcji wielu powieści.

To taki prawdziwie kultowy kalifornijski hotel!!!!

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 1 rok 10 miesięcy temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

My też chcemy się tu napić czegoś zimnego , ale niestety nigdzie nie ma miejsca,

choć wiele tu hotelowych barów, knajpek i restauracji. No, ale nie ma się czemu dziwić. Wszak to niedziela i pora lanczu.

Na tarasach siedzi elegancko wystrojone towarzystwo, ale już na pobliskim bulwarze atmosfera bardziej luzacka.

Spacerują całe rodziny z dziećmi i psami, jeżdżą rowerzyści, śmiga młodzież na desko – rolkach. Biega dobrze zakonserwowana starsza generacja z ustrojstwami zamocowanymi na przegubach wskazujacymi ile przebiegli już kilometrów, jakie mają tętno i ciśnienie, by ich przypadkiem nie trafił szlag w trakcie tych ćwiczeń cielesnych.

Wędrujemy sobie tak wzdłuż oceanu tym nadmorskim bulwarem wdychając lekką bryzę – tu już nie jest tak gorąco....

Na plaży wyleguje się sporo ludzi, piasek jest jasny, drobniutki. Trochę osób, a szczególnie dzieciaków odpornych na chłodną wodę, kąpie się w oceanie. Ogromne fale z hukiem rozbijają się daleko od plaży, a spienione białe grzywy malowniczo wyglądają na tle błękitnego nieba. Surferzy czekają na odpowiednio wielkie fale, ale więcej tego czekania niż ślizgów po falach. Na szczęście mają na sobie czarne pianki, więc nie marzną w wodzie.

Znajdujemy knajpkę,

pijemy zimne piwko i winko w oczekiwaniu na jedzonko. Sorry, że na fotce takie rozgrzebane, ale z głodu zapomniałam zrobić przed nadzarciem....

W przydrożnej knajpce zjadamy lekki lanczyk i także rozsiadamy się na plaży, rozkoszując się ciepełkiem i tą charakterystyczną kalifornijską „laid back life style” atmosferą.

Oznacza to życie bez pośpiechu, bez nerwowości, spędzaniu dużej ilości czasu na łonie przyrody, uprawianiu sportów takich jak surfing, bieganie, gra w tenisa czy golfa. A wszystkiemu sprzyja wspaniała pogoda, blisko 300 dni słonecznych w ciągu roku, wieczna zieleń i kwiaty, bardzo mała ilość opadów. Bo przecież sprawdzają się tu w pełni słowa pięknej piosenki: „It never rains in Southern California”.

Zauważamy, że ludzie są tu o wiele sympatyczniejsi niż na wschodnim, zagonionym, znerwicowanym wybrzeżu, szczególnie w Nowym Jorku.

Tutaj wszyscy są bardzo uprzejmi, uśmiechnięci, zrelaksowani, chętni do pogawędki, mówiący hello obcym ludziom. Fakt, że jest tu i sporo dziwolągów – przynajmniej tak się wydaje z naszej perspektywy - ludzi dziwnie ubranych, gadających do siebie, siedzacych na chodniku i grajacych na gitarze – ale nie w celach zarobkowych, tylko tak sobie, dla własnej przyjemności. Bo właśnie teraz, właśnie tutaj mają chęć zagrać właśnie tę melodyjkę...

Tu nikt się niczemu nie dziwi, nikt się na nikogo nie patrzy z politowaniem czy dezaprobatą. Tu każdy robi i wygląda jak chce, a innym nic do tego....

Mocno starszawe panie chodzą w miniówach, a baaardzo mocno tłustawe w bikini....Faceci noszą kowbojskie stroje, a pieski ubierane są w zależności od płci – suczki w falbankowe sukieneczki w groszki, a pieski płci męskiej w granatowe spodenki na szeleczkach.

Akurat jesteśmy w San Diego w dniu święta narodowego Irlandczyków - St Patrick`s Day – jak wówczas dziwacznie poubierane na zielono chodziło towarzystwo, i to zarówno starsze, jak i młodzież.

Bardzo mi się ta luzacka atmosfera podoba!!!!

E w e l i n a EM
Obrazek użytkownika E w e l i n a EM
Offline
Ostatnio: 7 miesięcy 1 tydzień temu
Rejestracja: 08 paź 2013

Ale Cię Apisku wywiało!!! Fantastycznie, to miejsce się przyda by wygrzać kości przez monitor :-))Biggrin

Coś inszego....

Pozdrawiam wakacyjnie,
Ewelina z EM

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 1 rok 10 miesięcy temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Ewelina, czasem trzeba wybrać inny kierunek....

Po błogim lenistwie na plaży zapuszczamy się w ciche, spokojne uliczki. Ja oczywiście podziwiam mijane domy, wille, rezydencje, a szczególnie aranżacje ogrodowe wokół nich. Prawie wszędzie są fantastyczne ogrody, bujne , bardzo różnorodne rośliny, jakieś głazy, kręte ścieżki, baseny.

Domy położone bezpośrednio przy bulwarze, z widokim na ocean kosztują po parę milionów dolarów.

 

Na wyspie Coronado zostajemy aż do zachodu słońca. Na zachodnim wybrzeżu szalonym plusem – jak dla mnie – jest możliwość codziennego oglądania zachodów słońca nad oceanem. Szkoda tylko, że to widowisko trwa tak krótko. Na szczęście dość długo pozostaje jeszcze ta pomarańczowa poświata nad wodą, na której tle tak ładnie wyglądają strzeliste kalifornijskie palmy.....

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 1 rok 10 miesięcy temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Gdy już słonce prawie znika w oceanie wracamy do centrum i kierujemy się w stronę Starego Miasta, gdzie mamy zamiar zjeść kolację.

Dopiero przygotowując się do wyjazdu do San Diego dowiedziałam się, że właśnie tutaj, w tym mieście rozpoczęła się historia Kalifornii.

Pierwszym Europejczykiem, który tu przybył w 1542 roku był Juan Cabrillo, który wylądował właśnie w okolicach dzisiejszego San Diego jako dowódca hiszpańskiej flotylli. Zastał tu nieliczne plemiona indiańskie i suchą nieprzyjazną przyrodę. Chyba hiszpańscy kolonizatorzy stwierdzili, że nie warto zawracać sobie głowy tymi nieużytkami....

Dopiero dwieście lat później przybył w te okolice franciszkanin - zakonnik Juniperro Serra w celu nawracania na wiarę chrześcijańską tutejszych Indian. To on stworzył tu pierwszy kościół misyjny w 1769 roku.

Teraz właśnie zmierzamy do Starego Miasta – miejsca, gdzie zrodziła się Kalifornia. Szkoda tylko, że jest już dość ciemno, a latarnie - udające wiekowe – tylko w niewielkim stopniu oświetlają ulice. Ale na pewno wrócę tu za dnia, bo klimacik jest fantastyczny...

Ponieważ burczy nam już w żołądkach pierwsze kroki kierujemy do knajpki o nazwie Guadalajara, żeby coś przekąsić. Oczywiście knajpka w stylu meksykańskim to i kuchnia takoważ. Niestety na zielonym patio nie ma już wolnych stolików, więc musimy usiąść w środku. Fajna armosfera, drewniane ławy i stoły, kolorowa meksykańska ceramika, obsługa w strojach ludowych, mariachi grają skoczne melodyjki. Zamawiamy jakieś meksykańskie smakołyki do tego pieczone na naszych oczach tortille oraz margerity. Drinki są w trzech rozmiarach, zamawiamy po średnim, a przynoszą jakieś monstrualne kielichy. No nic, damy radę....

Zarówno margerita, jak i jedzonko bardzo dobre. Do tego grają muzykanci, a goście – chyba stali bywalcy – wesoło wtórują śpiewakom, klaszczą w dłonie. Zabawa na całego!!!!

Jednak mnie już się marzy tylko sen. Długa podróż, nieprzespana noc, całodzienne zwiedzanie w upale, no i ta potężna margerita – chyba zrobiły swoje....

Wracamy do naszego hotelu, dobrze że ze Starego Miasta to tylko dwa przystanki troleya.

Makono
Obrazek użytkownika Makono
Offline
Ostatnio: 1 tydzień 5 dni temu
Rejestracja: 11 gru 2013

Apisku ale fajnie, bardzo mi się podoba to San Diego  i moje ukochane jedzonko meksykańskie i margerita :-). Od czasów Kaliforni meksykańskie jedzenie uwielbiam

Bez podróży się duszę....
http://kolekcjonujacchwile.blogspot.com/

Strony

Wyszukaj w trip4cheap